Kategorie
Administracja publiczna Publicystyka

Ministerstwo zawarło umowę z Twitterem nawet, gdy o tym nie wie

Nikogo nie dziwi, że kupno mieszkania czy samochodu wiąże się ze sporządzeniem pisemnej umowy. Umowa sprzedaży zostaje jednak zawarta również wtedy, gdy sprzedającemu i kupującemu wystarcza forma ustna, np. przy kupnie pieczywa czy lodów Ekipa (jest się na czasie, a co!). Relacja prawna pojawi się i w przypadku aktywności innego rodzaju – przy wynajęciu fachowca od remontów, rozpoczęciu podróży pojazdem komunikacji publicznej albo zakładaniu konta w serwisie społecznościowym.

W dwóch ostatnich przypadkach treść umowy nie jest negocjowana między stronami, lecz wynika z regulaminu, stanowiącego wzorzec umowy. Możesz tego nie wiedzieć, ale jeśli masz konto w Facebooku i Twitterze, jesteś stroną umowy z irlandzkimi spółkami reprezentującymi tych gigantów w Unii Europejskiej. Niewiedza nie dziwi – od kilkudziesięciu lat klikamy bezrefleksyjnie wszystkie okienka dialogowe wyposażone w przycisk „Zgadzam się” lub „Akceptuję”.

Gorzej, gdy nie wiedzą tego przedstawiciele polskiej administracji – oni akurat powinni byli starannie przestudiować treść proponowanego regulaminu. Czy to zrobili? Ha! Nie mam dobrych wiadomości.

Ministerstwa w Polsce łączą się i dzielą praktycznie bezustannie. Z minionych 20 lat jedynie pięć upłynęło bez utworzenia, likwidacji lub choć zmiany nazwy któregoś z ministerstw (co miewa różnorakie konsekwencje). Połączenie dwóch ministerstw miało zresztą miejsce nawet podczas przygotowania niniejszego tekstu.

Jakoś tak się zadziało w ciągu minionej dekady, że informacje o bieżącej działalności rządu publikowane są nie w rodzimych Biuletynach Informacji Publicznej, lecz w amerykańskich serwisach Twitter oraz Facebook. Jeśli zajrzymy do warunków świadczenia usług takiego na przykład Twittera, to już w pierwszym zdaniu czytamy, że treść owa stanowi umowę wiążącą Twittera z użytkownikiem zakładającym konto. Dalej czytamy: „Jeśli akceptujesz niniejsze Warunki i korzystasz z Usług w imieniu spółki, organizacji, organu administracji państwowej lub innego podmiotu, oświadczasz jednocześnie, że jesteś osobą do tego upoważnioną i masz prawo do związania tego podmiotu niniejszymi Warunkami” (tłumaczenie nieoficjalne, tekst obowiązujący: „If you are accepting these Terms and using the Services on behalf of a company, organization, government, or other legal entity, you represent and warrant that you are authorized to do so and have the authority to bind such entity to these Terms”).

Porównajcie sobie rozdziały Limitation of Liability

Pomyślałem sobie, że skoro urzędy działają na podstawie i w granicach prawa, to zawarcie umowy z Twitterem było rezultatem decyzji, która została w tej czy innej formie udokumentowana. Ktoś w ministerstwie zapewne pochylił się nad treścią regulaminu oraz przeanalizował prawa i obowiązki obu stron. Postanowiłem poznać rezultaty tej analizy.

Odnotowałem również, że obecna wersja regulaminu Twittera jest piętnastą z kolei – zmiany pojawiały się średnio co rok. Twitterowe profile ministerstw mają wiele lat, wiele z nich przetrwało dziesięć aktualizacji regulaminu. Ktoś w ministerstwie zapewne pochylił się nad treścią tych aktualizacji i przeanalizował zmiany w prawach i obowiązkach obu stron. Postanowiłem poznać rezultaty także tych analiz.

Wiek twitterowych kont założonych przez ministerstwa, niebieskie kreski oznaczają daty aktualizacji regulaminu. Diagram sporządzono w Mermaid Live Editor

W połowie lutego 2021 wysłałem więc do wszystkich ministerstw następującą korespondencję:

1. Proszę o udostępnienie treści umowy zawartej między Ministerstwem a właścicielem serwisu Twitter wraz ze wszystkimi późniejszymi zmianami

2. Proszę o informację, kiedy ta umowa została zawarta i w jakiej formie nastąpiło zawarcie umowy

3. Proszę o dostarczenie dokumentów i notatek dotyczących zawieranej umowy, w szczególności zawierających analizę praw i obowiązków nakładanych na Ministerstwo przez właściciela serwisu Twitter oraz decyzji o zawarciu umowy / założeniu konta (jeśli decyzja taka zapadła na piśmie)

4. Proszę o informację, jaka kwota została wydana w serwisie Twitter od stycznia 2020 do dnia przygotowania odpowiedzi na wniosek (np. na promocję treści publikowanych przez Ministerstwo)

Automatyzacja górą!

Ponieważ 13 z (ówczesnych) 16 ministerstw miało konta na Facebooku, dołączyłem zestaw analogicznych pytań dotyczących Facebooka. Tam regulamin jest dostępny po polsku, choć przygotowano go w taki sposób, że trudno jest znaleźć wyraźne regulacje dotyczące stron organizacji i osób prawnych. Cóż, powinno to skutkować wzmożoną ostrożnością pracowników administracji państwowej.

Przy okazji – to wyniki ankiety przeprowadzonej na Twitterku:

Czego oczekiwałem?

Mój wymarzony zestaw odpowiedzi wyglądał następująco:

Proszę o udostępnienie treści umowy zawartej między Ministerstwem a właścicielem serwisu Twitter wraz ze wszystkimi późniejszymi zmianami

Tu chciałem otrzymać treść regulaminu obowiązującego w dniu zawierania umowy i wszystkie kolejne jego wersje. Linki do wersji online też byłyby w porządku.

Proszę o informację, kiedy ta umowa została zawarta i w jakiej formie nastąpiło zawarcie umowy

Pasuje cokolwiek – np. że umowa zawarta na odległość albo oświadczenie woli złożone online.

Proszę o dostarczenie dokumentów i notatek dotyczących zawieranej umowy, w szczególności zawierających analizę praw i obowiązków nakładanych na Ministerstwo przez właściciela serwisu Twitter oraz decyzji o zawarciu umowy / założeniu konta (jeśli decyzja taka zapadła na piśmie)

W idealnej sytuacji – pisemna decyzja lub polecenie, ewentualnie notatka ze spotkania lub jakikolwiek inny ślad.

Proszę o informację, jaka kwota została wydana w serwisie Twitter od stycznia 2020 do dnia przygotowania odpowiedzi na wniosek (np. na promocję treści publikowanych przez Ministerstwo)

A to już tak z ciekawości. Większość ministerstw nie wydała nic lub wydała niewielkie kwoty, wyjątkiem było ponad ćwierć miliona złotych (!) wydane przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Inna sprawa, że tak sformułowane pytanie nie obejmuje kwot wydawanych za pośrednictwem agencji medialnych i reklamowych, więc tak naprawdę nie dowiadujemy się zbyt wiele.

Jakie odpowiedzi otrzymałem?

Skupmy się najpierw na pozytywnych aspektach – wszystkie ministerstwa odpowiedziały na moją korespondencję, niemal wszystkie w terminie.

Teraz, gdy omówiliśmy aspekty pozytywne, możemy przyjrzeć się na szarej rzeczywistości (skupię się na Twitterze, bo tu konta mają wszystkie ministerstwa, ale z Facebookiem było podobnie):

W żadnej odpowiedzi nie znalazł się nawet ślad decyzji czy polecenia dotyczącego założenia konta Facebooka lub Twittera. Do żadnej odpowiedzi nie dołączono treści regulaminu, w tylko jednym przypadku w odpowiedzi znalazły się dwa odnośniki do regulaminów na stronach usługodawców. Żadna z odpowiedzi nie nawiązała nawet do faktu, że treść umowy zmieniała się w czasie.

Jednym słowem – pracownicy zaledwie 40% ministerstw wiedzą, że ich pracodawca ma umowę z Twitterem. W ankiecie byliście jeszcze bardziej pesymistyczni:

Symetrycznie zaś – pracownicy 60% ministerstw nie wiedzą, że założenie konta w serwisie społecznościowym oznaczało zawarcie umowy. Dla porównania – do niewiedzy w tym zakresie przyznało się 27% osób głosujących w ankiecie przywołanej wcześniej w niniejszym tekście.

Przyczyny? Cóż, istotną rolę może odgrywać fakt, że usługi mediów społecznościowych są dostępne za darmo, więc akt założenia konta nie jest uważany za działanie niosące istotne konsekwencje. Także warunki świadczenia usług, których lektura zajęłaby kwadranse, są zbywane natychmiastowym kliknięciem przycisku „Akceptuję”.

Długość tekstu warunków świadczenia usług w popularnych serwisach online

źródło ilustracji: Visual Capitalist

I co z tego? Czepiasz się bez sensu…

Pewien procent czytelników uzna, że wymyślam sztuczne problemy i nie ma znaczenia, co ten czy inny urząd wie o Twitterze albo Facebooku, dopóki publikacje o działalności urzędów mają miejsce. Rozumiem taką postawę, ale się z nią nie zgadzam.

Po pierwsze – polska administracja powinna mieć swobodę działań w zakresie polskiego prawa. Twitter i Facebook ustanawiają własne reguły. Minister kultury nie będzie w stanie opublikować na Facebooku nagradzanego zdjęcia kobiecego z widocznym sutkiem, o ile kontekst nie będzie związany z „karmieniem piersią, porodem, zdrowiem […] lub akcjami protestacyjnymi”. Raptem kilka lat temu Facebook ocenzurował zdjęcie poparzonej napalmem wietnamskiej dziewczynki. Czemu? Ano – losowy kontraktowy cenzor z Indonezji, Bangladeszu czy innego kraju o taniej sile roboczej nie znał ani nie rozumiał kontekstu kulturowego, nie wiedział też, że zdjęcie otrzymało nagrodę World Press Photo of the Year i do dziś przypomina o okrucieństwach wojny w Wietnamie. Albo też znał, rozumiał i wiedział, ale wytyczne Facebooka dotyczące nagości były ważniejsze, na końcu wygrywa ten, kto cenzorowi wypłaca dniówkę.

Po drugie – nie podoba mi się, że to algorytmy amerykańskiej firmy zdecydują, który rodak zobaczy przekaz medialny polskiego ministerstwa. Jeśli polajkujesz treści produkowane przez polskie ministerstwo, obejrzysz posta, klikniesz w link i opuścisz Facebooka, to… zbyt szybko po raz kolejny takich treści nie zobaczysz. Celem Facebooka jest wzmaganie uzależnienia od Facebooka, więc będzie przycinał zasięgi wszystkim którzy stają na przeszkodzie. Twoje gałki oczne skierowane na Facebooka są dla Facebooka warte przeszło 30 dolarów rocznie. Wolę nie wiedzieć, ile polski rząd musi płacić amerykańskiemu Facebookowi, aby amerykański Facebook wyświetlił polskim czytelnikom amerykańskiego Facebooka treści promowane przez polski rząd.

W odpowiedzi na nową politykę Facebooka…

Dygresja – od niemal dziesięciu lat na Facebooku cyklicznie powraca fala oświadczeń wyglądających tak lub podobnie:

W odpowiedzi na nową politykę Facebooka informuję, że z dniem dzisiejszym, tj. 30.09.2014 wszystkie moje dane personalne i fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską). W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich, wyżej wymienionych obiektów praw autorskich, w każdym konkretnym przypadku wymagana jest pisemna zgoda!
FB jest teraz firmą publiczną.
Dlatego też, wszystkim użytkownikom tego portalu społecznościowego, zaleca się umieszczenie na swoich stronach podobnych «powiadomień o prywatności», inaczej (jeżeli powiadomienie nie było opublikowane na stronie chociaż raz), automatycznie pozwala się na dowolne wykorzystanie danych z Waszej strony, Waszych zdjęć i informacji, opublikowanych w wiadomościach na profilu Waszej strony.
Każdy, kto czyta ten tekst może skopiować go na swój profil FB. Dzięki temu będzie chroniony ustawą o prawach autorskich.

Pamiętajcie: prawa i obowiązki Facebooka regulują postanowienia regulaminu, na który się zgodziliście. Nie da się ich zmienić jednostronnymi oświadczeniami – zwłaszcza, gdy stanowią tak pokraczne tłumaczenie z jakiegoś języka obcego. Więcej o temacie można poczytać w serwisach bezprawnik.pl oraz snopes.com (tu tekst jeszcze z 2012).

Albicla!

Wysyłając pytania odnotowałem, że trzy ministerstwa mają konto w serwisie Albicla, którego wyjątkowo nieporadny start obserwowaliśmy w połowie stycznia. Zainteresowało mnie, jakie warunki musi spełnić właściciel raczkującego serwisu społecznościowego, aby przedstawiciele ministerstwa od razu zechcieli założyć tam oficjalne konto.

Do Ministerstwa Edukacji i Nauki, Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ministerstwa Sprawiedliwości trafiły więc takie same pytania o Albiclę, jakie dotyczyły Twittera i Facebooka, a dodatkowo:

12. Proszę o informację, czy przeprowadzona została analiza ryzyka zakładania konta w serwisie Albicla – krytyczne błędy bezpieczeństwa tego serwisu były szeroko komentowane od pierwszego dnia istnienia serwisu a kilka dni później spółka prowadząca serwis Albicja złożyła do UODO zawiadomienie o wycieku danych osobowych. Jeśli tego typu analiza została przeprowadzona, proszę o jej dostarczenie.

13. Proszę o informację, jakie usługi i na jaką kwotę zakupiono u wydawcy serwisu Albicla od początku jego istnienia do dnia przygotowania odpowiedzi na wniosek

14. Proszę o informację, jak wyglądał proces uzyskania w portalu Albicla statusu oficjalnego profilu/konta Ministerstwa

15. Proszę o informację, czy istnieją określone wymogi, po spełnieniu których nowa sieć społecznościowa może ubiegać się w Ministerstwie o założenie oficjalnego, potwierdzonego profilu/konta. Jeśli tak, proszę o ich podanie.

Oto odpowiedzi:

  • W odpowiedzi na pkt 13 wniosku, informuję, że Ministerstwo Edukacji i Nauki nie dokonywało zakupu usług u wydawcy serwisu Albicla. Odpowiadając z kolei na pkt 12 i 14 wniosku wyjaśniam, że przy rejestracji nowego konta użyto adresu mailowego jednoznacznie wskazującego, że jego właścicielem jest Ministerstwo Edukacji i Nauki. Nie dokonywano analizy ryzyka przed założeniem konta. W kwestii pkt 15. wniosku informuję, że nie ma takich wymogów.
  • Ministerstwo Sprawiedliwości podejmuje decyzję o utworzeniu konta w danym serwisie społecznościowym po wcześniejszej weryfikacji serwisu i ocenie celowości prowadzenia w nim konta. Konto na portalu Albicla zostało utworzone zgodnie z procedurą opisaną w regulaminie portalu.
  • Ministerstwo Obrony Narodowej prowadzi komunikację za pośrednictwem mediów społecznościowych m.in. Facebook, Twitter oraz przez serwis Albicla. Administrowaniem kont zajmują się pracownicy Centrum Operacyjnego Ministra Obrony Narodowej, które odpowiada za prowadzenie polityki informacyjnej resortu. Ministerstwo Obrony Narodowej nie zatrudnia firm zewnętrznych do obsługi i prowadzenia kont w mediach społecznościowych a prowadzenie kont odbywa się na podstawie regulaminów poszczególnych serwisów i nie wiąże się z ponoszeniem żadnych opłat oraz koniecznością zawierania umów. W zakresie spraw wynikających z zapisów regulaminowych poszczególnych serwisów proszę zwrócić się bezpośrednio do administratorów w/w serwisów.

Zakończenie

Gdy wymieniałem, jakiego rodzaju repliki dostałem z różnych ministerstw, uważny czytelnik mógł zauważyć w zestawieniu brak jednej odpowiedzi – z @MKDNiS czyli Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Stanowi ona klasę sama dla siebie i z tego powodu postanowiłem zacytować ją w całości, zamiast podsumowania:

Szanowny Panie,

W odpowiedzi na Pana wniosek o udostępnienie informacji publicznej z dn. 16 lutego br. dotyczący kont prowadzonych przez Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w mediach społecznościowych, uprzejmie informujemy, że profile Ministerstwa prowadzone są przez pracowników urzędu, w ramach obowiązków służbowych i urząd nie ponosi z tego tytułu dodatkowych kosztów. W odniesieniu do pozostałych pytań zawartych we wniosku o udostępnienie informacji publicznej, uprzejmie informujemy, że takie informacje nie stanowią informacji publicznej.

Definiując informację publiczną w pierwszej kolejności należy się odwołać do art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r.o dostępie do informacji publicznej (Dz.U.2020.2176 t.j. z dnia 2020.12.07) zgodnie z którym – Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu na zasadach i w trybie określonych w niniejszej ustawie.

Wykładni powołanego przepisu należy dokonywać łącznie z art. 61 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zgodnie z którym – Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.

Należy zatem przyjąć, że prawo do informacji publicznej to prawo do informacji o działalności podmiotów wskazanych w Konstytucji RP, tj. o takiej aktywności tych podmiotów, która ukierunkowana jest na wypełnianie określonych zadań publicznych i realizowanie określonych interesów i celów publicznych, co nie jest tożsame z każdym przejawem aktywności tych organów, w tym aktywnością związaną z wewnętrzną organizacją funkcjonowania tych podmiotów (por. wyr. NSA z dnia 25 stycznia 2019 r. sygn. akt I OSK 1932/18).

Podobnie – zgodnie z tezą NSA wyrażoną w wyroku z dnia 18 czerwca 2019 r. sygn. akt I OSK 2893/18 – Prawo do informacji, o jakiej mowa w art. 61 ust. 1 Konstytucji, obejmuje informację o takiej aktywności podmiotów wskazanych w Konstytucji RP, która ukierunkowana jest na wypełnianie określonych zadań publicznych i realizowanie określonych interesów i celów publicznych. (..) Brak jednak podstaw do przyjęcia, że tego rodzaju aktywność organizacyjno-techniczna stanowi istotę działania wskazanych podmiotów w zakresie wypełniania zadań i realizacji celów publicznych.(…).

W świetle powyższej wykładni oraz kształtujących kompetencje organu: Ustawy z dnia 4 września 1997 r. o działach administracji rządowej (Dz.U.2020.1220 t.j. z dnia 2020.07.09)(art. 14), Ustawy z dnia 8 sierpnia 1996 r.o Radzie Ministrów (Dz.U.2021.178 t.j. z dnia 2021.01.28) (art. 33 i n.), Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów 6 października 2020 r. w sprawie szczegółowego zakresu działania Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, Statutu Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, nie sposób przyjąć, iż ewentualne utrzymywanie przez Ministerstwo profili społecznościowych na Facebooku lub Twitterze należy do „zadań władzy publicznej” o których mowa w art. 61 Konstytucji RP. Informacja w tym zakresie nie stanowi zatem informacji publicznej w rozumieniu art. 61 ustawy zasadniczej.

Z wyrazami szacunku
Centrum Informacyjne

Dodajmy, że takie aroganckie podejście bywa normą, z którą codziennie muszą radzić sobie organizacje pozarządowe. Autor cytowanego wywodu nie podpisał się imieniem i nazwiskiem.


[Dodano 11.05.2021] Czytelnicy wskazali, że w serwisie prawo.vagla.pl taki sam temat pojawił się jeszcze w roku 2013: „złożyłem do Prokuratury Generalnej wniosek o dostęp do informacji publicznej, w którym pytałem m.in. o umowę pomiędzy Prokuraturą Generalną a spółka Twitter, Inc. (z siedzibą w San Francisco), a także o treść dokumentów ujawniających stosowane w Prokuraturze Generalnej procedury związane z publikacją informacji przez osoby występujące w imieniu Prokuratury Generalnej w serwisie twitter.com, a także o treść takich dokumentów, które regulują procedury związane z pozyskiwaniem informacji za pośrednictwem serwisu twitter.com, w szczególności, ale nie wyłącznie, związane z postępowaniem z informacjami pozyskanymi w ramach „obserwowania” innych użytkowników korzystających z serwisu twitter.com”. Mam wrażenie, że od tamtego czasu zrobiliśmy kilka niewielkich kroków wstecz…


Za konsultację merytoryczną niniejszego artykułu dziękuję Krzysztofowi Izdebskiemu z Fundacji ePaństwo.



O autorze: zawodowy programista od 2003 roku, pasjonat bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijał systemy finansowe dla NBP, tworzył i weryfikował zabezpieczenia bankowych aplikacji mobilnych, brał udział w pracach nad grą Angry Birds i wyszukiwarką internetową Microsoft Bing.

11 odpowiedzi na “Ministerstwo zawarło umowę z Twitterem nawet, gdy o tym nie wie”

W Ministerstwie Sprawiedliwości brakuje prawników od umów. Tylko dlaczego mnie to nie dziwi? 😉

„nie sposób przyjąć, iż ewentualne utrzymywanie przez Ministerstwo profili społecznościowych na Facebooku lub Twitterze należy do „zadań władzy publicznej” o których mowa w art. 61 Konstytucji RP. Informacja w tym zakresie nie stanowi zatem informacji publicznej w rozumieniu art. 61 ustawy zasadniczej”

A łyżka na to „niemożliwe!” 😉

To jest genialny cytat, bo skoro to nie stanowi zadań władzy, a władza działa tylko w ramach prawa i na jego podstawie, to jakim prawem ten profil jest prowadzony?
Nadużycie co najmniej na roboczogodzinach pracowników ministerstwa!

Och, zawsze możemy przypisać te roboczogodziny do Gospodarstwa Pomocniczego KPRM d/s Twitterowania i Facebookowania

Kawał dobrej roboty.
Kiedyś takimi sprawami zajmował się Vagla, też bardzo zrozumiale tłumaczył dlaczego posługiwanie się fejsem itp. przez organy administracji to zło. Zwłaszcza, że utrzymują własne serwisy w tym celu, ale chyba zaginął;)
Więc chyba możesz zacząć obawiać się o swoje życie 😉

A odpowiedź z ministerstwa kultury(…) przypomina mi stary dowcip „Halo, czy to pralnia?”
😉

Jak zwykle świetny tekst.
Dlatego właśnie oficjalne instytucje powinny używać Mastodon, bo jest to otwarta sieć w której każdy może założyć swój własny serwer „Tweetra” na własnych zasadach, ale który może porozumiewać się z innymi.

Jako pracownik jednego z urzędów mających konto FB i Twitter nie rozumiem tych wywodów: do czego Pan zmierzał? Bo jakby wniosków zabrakło… Założenie i prowadzenie tych kont nic budżetu państwa nie kosztuje, danych osobowych czy innych wrażliwych tam się nie publikuje, jest świadomość (przynajmniej u nas w firmie), że oznaczało to zaakceptowanie regulaminu (przypuszczam, że dział prawny czytał wtedy ów regulamin, bo są trochę nadgorliwi, ale to może dobrze). Założenie odbyło się na polecenie dyrekcji i wg ustalonej polityki organów nadrzędnych (np. odpowiedniego ministerstwa). Ma to na celu docieranie do pewnych grup odbiorców, jakby „zaistnienie” w mediach społ., żeby instytucje nie jawiły się jako skostniałe grzyby 😉 Jak czegoś nie da się (wg Pana art.) opublikować na FB, to kij z tym, mamy jeszcze BIP i własną stronę WWW (nawet więcej niż jedną). W czym problem? Co w tym złego? Mamy nie mieć kont na tych portalach czy jak? Myślałem, że ludzie tego oczekują. O co Panu naprawdę chodzi?

„przypuszczam, że dział prawny czytał wtedy ów regulamin” – cytowana przeze mnie korespondencja z ministerstwami raczej nie potwierdza owych przypuszczeń

>(…)Mamy nie mieć kont na tych portalach czy jak?(…)

Dokładnie tak. Oczekujemy WIARYGODNYCH informacji z WIARYGODNYCH źródeł. Wszystko co mówi urząd jest ważne i jako takie powinno być przekazywane kanałem, co do którego bezpieczeństwa i wiarygodności nie ma najmniejszych wątpliwość.

To raz.

Dwa, to kontrola jaką posiadacie państwo nad transmitowaną treścią. W wypadku umieszczania treści w BIP, my, użytkownicy, mamy pewność, że informacja jest umieszczona na należycie zabezpieczonych serwerach, nie może być usuwana ani antydatowana bez śladu, i stanowi OFICJALNĄ i umocowaną prawnie komunikację ze strony urzędu.

Wszystko co pojawia się na „wielu stronach www” o często skrajnie trudnej do weryfikacji autentyczności oraz na różnych społecznościówkach to szum, który w każdej chwili może zostać przemazany i na który w żadnym wypadku nie można się powołać.

>(…)nawet więcej niż jedną(…)

Po kiego grzyba? To tylko wprowadza zamieszanie. Moim zdaniem „urząd” nie powinien mieć ani własnej domeny, ani własnej strony, a korzystać ze spójnej, jednorodnej platformy nazwijmy to ogólnie „rządowej”. Takiej jak na przykład BIP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *