Kategorie
Android iOS Publicystyka

iPhone czyli tam i z powrotem

Wybaczcie niewyrafinowane, lecz trafne zapożyczenie literackie w tytule. Po 3976 dniach spędzonych z Androidem postanowiłem sprawdzić, jak sprawy mają się po drugiej stronie płotu, gdzie – jak wiadomo – trawa zawsze jest zieleńsza. W tym celu na początku listopada odłożyłem swojego wiernego OnePlusa 3 i sięgnąłem po iPhone’a, który od tego momentu stał się moim podstawowym telefonem. 

Celowo nie podaję nazwy modelu, który miałem pod ręką (6S 😉), bo spędziłem też nieco czasu z nowszymi urządzeniami (Xr oraz 11 Pro). Głównym celem eksperymentu nie było testowanie sprzętu lecz sprawdzenie, czy najnowszy iOS będzie miał jakieś fundamentalne braki albo niezaprzeczalne przewagi.

Gdy zapowiedziałem eksperyment na Twitterze, kilka osób poprosiło o artykuł z opisem wrażeń, obserwacji, oraz – przede wszystkim – uzasadnieniem decyzji o powrocie do Androida lub przesiadce na iOS. I to jest właśnie ten artykuł.

UWAGA!

Wszystkie poniższe opinie są moje a nie twoje. Twój sposób korzystania ze smartfona może być i raczej będzie inny, niż mój. To zaś oznacza, że korzystając z wybranego systemu operacyjnego możesz odnieść zarówno korzyści, których ja nie dostrzegam, jak i doświadczyć problemów, które nie były moim udziałem. Nie namawiam do przesiadki w jedną ani drugą stronę, nie udowadniam wyższości jednego systemu nad drugim, nie analizuję stosunku ceny do wartości urządzeń.
Ten tekst to zapis moich spostrzeżeń i doświadczeń. Jestem power userem i umiem programować Androida. Tylko tyle i aż tyle.

Do czego używam telefonu

Oto funkcje i programy, z których korzystam najczęściej:

  • przeglądarka internetowa do, yyy, czytania internetów (uwaga, suchar: przeglądarka Internetowa, klatka Schodowa, zupa Pomidorowa, przekładnia Kołowa, sami znani Rosjanie)
  • klient RSS do czytania około setki źródeł śledzonych przez The Old Reader
  • Pocket do trzymania listy tekstów, które planuję przeczytać w przyszłości
  • komunikatory (Signal, Whatsapp, Telegram, Slack)
  • bankowość elektroniczna
  • drugi składnik uwierzytelniania (apki od Google, Microsoftu, Duo)

Oprócz tego:

  • oglądanie filmów (głównie sterowanie Chromecastem)
  • ewidencja tankowań (Fuelio)
  • sport i turystyka (Mapa Turystyczna, Windy, Maps ME, Ratunek)

Część zastosowań wymaga niezakłóconej współpracy kilku aplikacji, np. absolutnie kluczowe jest dla mnie trio: czytnik RSS ⇄ Pocket ⇄ przeglądarka. 

Nie wszedłem w ekosystem Apple (ani na dobrą sprawę żaden inny)

Na wszystkich prywatnych i służbowych komputerach korzystam z Windows. Nie będą więc moim udziałem te wszystkie udogodnienia, które wiążą iOS z MacOS-em, Apple Watchem, iCloudem, synchonizowanym Keychainem i innymi elementami ekosystemu Apple. Moje wrażenia z używania iOS-a dotyczą wyłącznie pojedynczego urządzenia siedzącego w kieszeni.

Skoro o ekosystemach mowa, to w innych też zaledwie brodzę. Pakiet Microsoft Office 365 jest dobrą ofertą – ale do biura. Gdy po godzinach pracy zdarza mi się użyć Excela czy PowerPointa, korzystam z egzemplarza pudełkowego, kupionego przed laty „na zawsze”.

Google, hahaha. Byłem użytkownikiem Google Readera (⋆ 2005, ✝ 2013) oraz Picasy (⋆ 2003, ✝ 2015), co nauczyło mnie, że dowolna usługa Google może zostać zabita w dowolnym momencie. Racjonalnym zachowaniem jest więc unikanie czegokolwiek ponad niezbędne minimum. Owszem, mój podstawowy e-mail to skrzynka na Gmailu, ale regularnie robię backupy jej zawartości (chyba, że zamkną mi Google Takeout, hue hue).

Jak przebiegła przesiadka?

Zaskakująco gładko. Prawie każdy program, którego używałem na Androidzie, ma swój odpowiednik w iOS – albo apka od tego samego wydawcy, albo funkcjonalny równoważnik przygotowany przez kogoś innego. Drobne różnice w wyglądzie i funkcjonalności wynikają zazwyczaj z odmienności architektury oraz komponentów wizualnych, z których zbudowany jest w iPhonie interfejs użytkownika.

Tam, gdzie aplikacja podłączała się do danych przechowywanych na serwerze usługodawcy, przejście na iOS było płynne – przykładem jest Pocket albo Feeddler, integrujący się z usługą The Old Reader.

Więcej kombinowania miałem z Google Authenticatorem, bo choć wersja dla Androida pozwala na wyeksportowanie wpisów (wektorów inicjalizacyjnych TOTP), to ta sama apka w wersji dla iOS nie potrafi importować takich danych. Wspomogłem się skryptem github.com/dim13/otpauth, który zamienił dane z eksportu na serię kodów QR do wczytania w nowej aplikacji.

Najważniejsze konta zabezpieczam kluczem sprzętowym Yubikey 5 NFC. Nowsze telefony Apple umieją rozmawiać z nim bezprzewodowo, starsze radzą sobie z kabelkiem Lightning – USB OTG (pomyślanym pierwotnie jako sposób na podłączanie pamięci USB do iPadów).

Czy brakowało mi funkcji „Wstecz”? Przypomnijmy, że dawniej był to jeden z trzech obowiązkowych przycisków Androida, wobec pojedynczego przycisku „Początek” w iPhonie (dziś ich rolę przejęły gesty). Odpowiedź: brakowało, ale mniej, niż się spodziewałem. Nawigacja między aplikacjami, taskami i aktywnościami w Androidzie jest przekombinowana i możliwość zrobienia kroku wstecz to często sposób na anulowanie omyłki. Tam zaś, gdzie „Wstecz” jest najbardziej potrzebny, a więc przy kontekstowym wywołaniu jednej aplikacji przez drugą, iOS oferuje koślawą protezę – mikroskopijny przycisk wepchnięty w pasek statusu.

Co mi się nie spodobało w iOS

Wyciszenie telefonu przełącznikiem nie jest sygnalizowane na ekranie w jakikolwiek sposób. Gdy guziczek pstryknie podczas wyciągania słuchawki z kieszeni, dowiesz się o tym dopiero zauważając nieodebrane połączenia. Skąd ci biedni ludzie… Nieważne. Strasznie to słabe.

Dokuczliwe pozostają ograniczenia graficznego interfejsu użytkownika. Po pierwsze – aplikacja startowa, launcher. iOS po kilkunastu latach dorobił się widżetów, ale nadal nie można rozstawić ikonek według własnego upodobania, na przykład w rogach ekranu. Samej aplikacji startowej też nie można zamienić na inną (na przykład taką, która informowałaby o wyciszeniu telefonu).

Roleta z powiadomieniami osobno, roleta z ustawieniami osobno. Zegarek jest na pierwszej, procent naładowania baterii na drugiej. Gdzie tu sens i logika? 

Gdy w Androidzie mam grę na pełnym ekranie i chcę sprawdzić godzinę lub stan akumulatora, gest palca od góry przywołuje półprzezroczystą belkę z obiema pozycjami (są też na niej ikony powiadomień). Drugim ruchem mogę rozwinąć roletę, aby zmienić ustawienia (quick settings) lub poznać szczegóły powiadomień.

Android
gesty przywołania rolety: pierwszy, drugi

Gdy gram na iPhonie, pierwszy gest od góry przywołuje uchwyt do ściągania rolety. Ponownym gestem rozwijam roletę i muszę ją dociągnąć do 3/4 ekranu, aby zobaczyć zegarek. Druga roleta, ta od ustawień i stanu baterii, rozwija się w innym miejscu i nie zawiera zegarka. Przykro.

iOS
gesty przywołania rolety: pierwszy, drugi

Powiadomienia, ach powiadomienia! W Androidzie mogą zawierać przyciski szybkich akcji, dopasowane kontekstowo do zawartości. Mogą zawierać duże obrazki. Mogą zawierać wskaźnik postępu. Mogą być przypisane do grup tematycznych które użytkownik selektywnie włącza/wyłącza. Wiele powiadomień z jednej aplikacji jest zwijanych do postaci kompaktowej, ale gestem można je rozsunąć. W powiadomieniu z komunikatora można odpowiedź wpisać wprost w rolecie.

Powiadomienia w iOS mają napisy, koniec. Owszem, jest osobny ekran z widokiem szczegółowym, przywoływany osobnym gestem, ale jeśli mam przywołać na ekran widok szczegółowy to równie dobrze mogę uruchomić aplikację która wygenerowała powiadomienie. A same powiadomienia widać tylko na ekranie blokady, ew. w centrum powiadomień. Nie ma ikonek, których obecność w androidowym pasku statusu nienatrętnie sygnalizuje, że coś czeka na sprawdzenie lub jakaś akcja jest w toku.

Nie ma diody powiadomień ani funkcji „zawsze włączony wyświetlacz”. Tęsknię. Za główkami czata wiszącymi nad aktywną aplikację nie tęsknię, bo ich nie używam, ale wielu androidowców przepada za tą funkcją.

W iPhone oszczędzanie energii, aktywowane przy niskim stanie baterii, nie wyłączy się, dopóki bateria nie zostanie naładowana do 80%. Oznacza to, że nawet po podłączeniu telefonu do ładowarki funkcje synchronizacji pozostają dłuższy czas upośledzone. Gdzie tu sens?

Na temat podobnych regresji i małych uciążliwości mógłbym pisać długo, ale wszystkie zawierają się w haśle: „trochę gorzej, niż w Androidzie, choć dałoby się przyzwyczaić”.

Co mi się bardzo nie spodobało w iOS

Często robię zdjęcia komórką. Często robię też screenshoty, wysyłam i odbieram obrazki w komunikatorach a także edytuję i zachowuję zdjęcia pobrane z sieci.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że aplikacja Zdjęcia w iOS 14 nie oferuje możliwości obejrzenia zdjęć, które zrobiłem. To znaczy w pewnym sensie oferuje, ale widok jest chronologiczny i pokazuje wszystkie pliki graficzne z danego okresu, pomieszane bez ładu i składu. Owszem, mogę pofiltrować po Live Photo (nie używam), po lokalizacji (wyłączyłem), po tym i owamtym, ale – nie ma najbardziej oczywistej funkcji czyli „pokaż zdjęcia zrobione aparatem na tym urządzeniu”.

Gdy spytałem na Twitterku, czy to ja coś może pomyliłem, momentalnie pojawiły się komentarze, że tak jest lepiej, i porady, abym zmienił sposób myślenia na makówkowy. 

Wiecie co? To dla mnie jest wielki minus i musiałby być skompensowany jakimś naprawdę dużym plusem. Przejdźmy więc do przedostatniego rozdziału.

Co mi się w iOS podobało

Najbardziej podobał mi się backup telefonu z przeniesieniem kompletu danych na inne urządzenie. Niestety, w świecie Androida taka dobrze działająca funkcja backupu nie istnieje i nic nie wskazuje, aby miała się kiedykolwiek pojawić. Ból nie jest bardzo dotkliwy, bo wiele aplikacji zapisuje stan do chmury a potem go odtwarza, ale nigdy nie ma pewności jaki będzie końcowy efekt. Tym bardziej, gdy poprzedni telefon został zgubiony lub zniszczony i nie możemy go wykorzystać w procesie migracji. W przypadku iOS wygrywa wygoda oraz możliwość zrobienia pełnej lokalnej kopii bezpieczeństwa bez pośrednictwa usług chmurowych.

Drugi aspekt to wieloletnie aktualizacje iOS na starych telefonach. Tutaj nikt nawet nie udaje, że Apple ma jakąkolwiek konkurencję. Pięć lat aktualizacji dla niemal wszystkich modeli iPhone z minionych 10 lat to o dwa lata dłużej, niż najlepsze oferty dla flagowych Androidów (jeśli kupujesz coś ze średniej półki, aktualizacje urwą się w przypadkowym momencie po kilku kwartałach; jeśli z dolnej – może nie być ich wcale).

źródło: statista.com

Trzecią rzeczą, jaka mi się bardzo spodobała w iOS, jest aplikacja Skróty. Mimo niepozornej nazwy pozwala na tworzenie zaskakująco złożonych automatyzacji. Nadal nie oferuje kompletu możliwości androidowego Taskera, ale jak na narzędzie dołączane standardowo do systemu operacyjnego – jest naprawdę świetnie.

[dopisano wieczorem] Zapomniałem napisać – haptic feedback czyli wibra udająca m.in. klik klawiszy – absolutnie magiczna. To jedna z tych rzeczy, których się zazdrości używając Androida.

Android i iOS są dziś naprawdę podobne

Kiedyś tak nie było. Systemy Android i iOS różniły się fundamentalnie pod względem swobody pozostawianej użytkownikowi.

Projektanci Apple postawili na płynność działania interfejsu użytkownika, długi czas pracy na baterii oraz gwarantowany dostęp aplikacji do wymaganych zasobów. Nie mogło być więc mowy o jakiejkolwiek wielozadaniowości, użytkownicy mogli liczyć co najwyżej na notyfikacje push przepuszczane przez serwery Apple. Kontrola jakości aplikacji wrzucanych do AppStore sprawiała zaś, że wszystko „po prostu działało”. 

Android wystartował z drugiego końca skali – użytkownik mógł robić niemal wszystko. Instalacja tylu aplikacji działających w tle, że animacje się rwały a programy walczyły o resztki pamięci? Proszę bardzo. Zablokowanie usypiania procesora, by kosztem baterii zyskać na wydajności? Oczywiście. Możliwość wrzucania do sklepu Play (wówczas Android Market) aplikacji działających źle lub w ogóle? Bez problemu.

Potem nastąpiły długie lata ewolucji, tak sprzętu jak oprogramowania. Przybywało pamięci i mocy obliczeniowej. iOS dawał użytkownikom nowe możliwości, Android – odbierał istniejące. W tym ostatnim przypadku straty były jednak rekompensowane wzrostem czasu pracy na bateriach oraz poprawą płynności działania.

Dziś oba systemy zbliżyły się do siebie na tyle, że przesiadka w jedną czy drugą stronę skutkuje jedynie pomniejszymi niedogodnościami. Różnorodność aplikacji czy wachlarz ich funkcji są na dobrą sprawę identyczne.

Także ceny sprzętu pokrywają się dziś w większym zakresie, niż kiedyś – głównie jednak dlatego, że najdroższe Androidy prześcignęły topowe iPhone’y. W średnim przedziale cen nadal dominują urządzenia z systemem produkcji Google, w dolnym Apple’a nie ma wcale.

Decyzja zapadła

Rozpoczynając eksperyment sądziłem, że na decyzję będę potrzebował około miesiąca. Okazało się jednak, że już po dwóch tygodniach jestem pewny swojego wyboru:

wracam do Androida

Na co dzień brak mi porządnych notyfikacji, diody powiadomień (albo równoważnika), od czasu do czasu doceniam też dostęp po kablu do systemu plików, debugowanie Bluetootha i kilka innych funkcji, których w iOS brak.

Tylko tyle i aż tyle. Nie uciekam z krzykiem, nie wyklinam iOS, mój zakres zastosowań smartfona jest taki a nie inny. Tymczasem zaś czas na wybór piątego w życiu urządzenia z Androidem. Wiele wskazuje na to, że po HTC Hero, HTC Desire, Samsung Galaxy S3 i OnePlus 3 – zdecyduję się na Samsunga Galaxy S20 FE. Nie wiem jeszcze, który wariant wybiorę (LTE/5G, 128/256 GB), ale z licznych recenzji wynika, że dla mnie jest to model o optymalnym stosunku możliwości do ceny.

Jeśli chcecie śledzić na żywo wrażenia z powrotu do (wypasionego tym razem) Androida, zapraszam do śledzenia profilu Informatyka Zakładowego na Twitterze oraz Facebooku.



O autorze: zawodowy programista od 2003 roku, pasjonat bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijał systemy finansowe dla NBP, tworzył i weryfikował zabezpieczenia bankowych aplikacji mobilnych, brał udział w pracach nad grą Angry Birds i wyszukiwarką internetową Microsoft Bing.

20 odpowiedzi na “iPhone czyli tam i z powrotem”

Bardzo dzięki za ten wpis!
Miałem OP 5T, od ponad półtora roku mam S10e (dostałem jako prezent i na początku było „szorstko” i to bardzo). Kiedyś miałem też epizod z iP7, a do tego używam MBP, więc wielokrotnie w głowie pojawiał się pomysł na powrót. Potrzeb nie mam zbyt dużych, wiec mogłoby pasować…

Ale.. no własnie ale. We wpisie zwracasz uwagę na sporo detali. Takich niby pierdółek, które jednak wykorzystuje się często. Każdy z nich takie ma. Brak jednej takiej rzeczy to nie problem. Brak dziesieciu to już kompletnie inne postrzeganie systemu. O ile uważam, że nie warto zwracać uwagę na detale przy „wielkich rzeczach”, o tyle w tym, z czego sam korzystam, są one szalenie istotne… i dlatego też zostaję na Androidzie 🙂

Oczywiście, przeczytałem ostrzeżenie o tym, że to osobiste doświadczenia. 😉

Kilka uwag. Obecnie używam iOS, wcześniej Androida. Łączny czas używania Androida jeszcze jest większy niż iOS-a.
„Gdy guziczek pstryknie podczas wyciągania słuchawki z kieszeni” – MNIE nigdy nie pstryknął „przez przypadek”.
„Dokuczliwe pozostają ograniczenia graficznego interfejsu użytkownika” – Dla MNIE nie. Jak czegoś nie potrzebuję, to tego brak mi nie przeszkadza.
„Samej aplikacji startowej też nie można zamienić na inną” – jw.
„Roleta z powiadomieniami osobno, roleta z ustawieniami osobno. Zegarek jest na pierwszej, procent naładowania baterii na drugiej” – procent naładowania mam zawsze widoczny. O co chodzi? :/
„Powiadomienia w iOS mają napisy, koniec” – no niestety w Andoidzie są lepsze.
„Nie ma diody powiadomień” – nie ma. Nie przeszkadza MI to.
ani funkcji „zawsze włączony wyświetlacz”” – Jest. Chyba że o czymś innym myślimy.
„Oznacza to, że nawet po podłączeniu telefonu do ładowarki funkcje synchronizacji pozostają dłuższy czas upośledzone. Gdzie tu sens?” – Nie ma żadnego. Ale poniżej chwalisz funkcję Skróty. Tam można sobie taką automatyzację ustawić. Jednorazowa czynność.
„nie ma najbardziej oczywistej funkcji czyli „pokaż zdjęcia zrobione aparatem na tym urządzeniu”” – A weź mnie nawet nie denerwuj HURR DURR, jak oni mogli. Bezsens totalny.

„Samej aplikacji startowej też nie można zamienić na inną” – a czy jest porządny launcher na androidzie, który nie jest zbugowany? Wolę prosty, ale działający

„Oznacza to, że nawet po podłączeniu telefonu do ładowarki funkcje synchronizacji pozostają dłuższy czas upośledzone. Gdzie tu sens?” – jak najbardziej ma – szybciej ładuje Ci się wtedy telefon nie grzejąc się przy okazji niepotrzebnie. Zawsze można wyłączyć ten tryb ręcznie więc nie wiem o co chodzi.

Z ciekawości czemu Samsung Galaxy S20 FE, a nie OnePlus 8T?
Specyfikację techniczną oraz cenę mają bardzo podobną. Czyżby preferencja nakładki systemowej?

Ja jestem posiadaczem OnePlus 5T i rozważałem upgrade, ale chyba jeszcze poczekam – nie zmieniło się jeszcze wystarczająco na rynku przez trzy lata. Mam nieco uszkodzony ekran (zbity róg) – na tyle, aby przeszkadzało, a zarazem niewystarczająco, aby naprawiać :).

Software’owo OnePlus podoba mi się bardzo, ale trochę zawiedli z aktualizacjami – już od wielu miesięcy męczą się, aby wydać stabilną wersję z Androidem 10.

S20 FE ma gniazdo na kartę SD, nawet duża karta wychodzi cenowo o wiele korzystniej niż upgrade pamięci wbudowanej. Do tego Samsung obiecuje trzy duże wersje Androida w aktualizacjach, aż do 13. OnePlus coś ostatnio ogólnie niedomaga w tym obszarze, np. Nord dostanie tylko jedną (11!)

Z Samsungiem szkoda tylko że nie wypuścili go już z Androidem 11, który w dniu premiery telefonu był już dostępny (a na innych S20 nawet beta już była!)

No ale za dobrze by było gdyby aktualizacje dostawać aż do roku 2024…

Android był systemem otwartym, jak już wspomniano w artykule. Problem w tym, że do zaktualizowania wbudowanych (i nie do odinstalowania) aplikacji trzeba założyć konto Google. Ja nie chcę zawierać umowy z Google, ale bez tego część oprogramowania nie działa. Wybrałam system /e/ (https://e.foundation), w którym żadne konto nie jest wymagane do działania. Żeby go zainstalować, trzeba mieć odblokowany bootloader.
Aplikacja do klonowania ustawień istnieje, dostarcza ją Huawei i nie tylko z telefonami tej marki działa (nie wymaga konta).

Napiszesz coś więcej o Yubikey? Może jakiś artykuł na temat własnych doświadczeń z nim związanych i tego do czego da się go używać a do czego nie?
Przyznam, że odkąd zaczęły pojawiać się na prawo i lewo artykuły o klonowanych kartach SIM zacząłem zastanawiać się nad jakimś sensownym antidotum na wyczyszczenie konta bankowego

No to nie mam dobrych wiadomości – Yubikey nie chroni ani przed wydaniem komuś duplikatu twojej karty SIM, ani nie da się go użyć jako drugiego składnika uwierzytelniania w żadnym polskim banku.

Z suchara bym się śmiał gdyby nie fakt że pare lat temu zapytałem moją skło kim był Dworcow ze jego nazwiskiem ulice nazywają

Domyślam się, iż chodzi o Dworcową w Krakowie. Wiesz dobrze, iż to nie od nazwiska jest ta nazwa.

Ale nie przeszkadzało to IPN domagać się dekomunizacji tej ulicy 🙂

Mi przesiadkę z Xcover do M21 umożliwiła apka Samsung, która przeniosła prawie wszystkie aplikacje i ich ustawienia, większość danych też (to, czego nie przeniosła, to apki bez wersji na Androida 10). Więc problem u tego producenta słuchawki z Androidem nie istnieje.

U mnie na pierwszym miejscu jest kompaktowy rozmiar i szybkość działania. Dlatego to tej pory decydowałem się na mniejsze flagowce które zazwyczaj starczają na 4lata, Sony xz2c, sony z2c, sony arc s(trochę był za duży) HTC Hero, sony Ericsson W880 (mój ulubiony fon)
Teraz myślę nad przesiadką na iphona mini, albo poczekaniem do przyszłego roku na compact od znowu Sony 😁
Z aplem mam do czynienia na ipadzie 2019 i jest nieźle, innego tabletu był nie kupił za te pieniadze. Ale to jeszcze nie żaden ekosystem.

z podglądem zrobionych zdjęć wg.mnie to jest tak ,klikasz w zdjęcie w aplikacji aparat i masz rolke swoich zdjęć 🤔

Jako nie aplowiec, jako jedyny plus, jaki widzę w iPhonas to właśnie ekosystem. I powiem szczerze, chciał bym taki ekosystem na Androidzie. Ale nie brakuje mi go na tyle, bym przechodził na jabuszko – w sumie z androidem też mam tylko jedno urządzenie.

tak, out of the box są bardzo podobne, ale androida można trochę ucywilizować, a iosa no nie za bardzo, będzie robił pod górkę na każdym kroku i tyle

Jednak mnie zaskoczyłeś powrotem do Androida. Ciekawe spostrzeżenia. Używam iPhona od wersji 5 jak padło BlackBerry i moja 9100 przestała być używalna. Po drodze miałem kilka urządzeń z Androidem: pierwsza wersja Moto X (2013) – genialny telefon, Xiaomi Mi A1 (rozmiarowa pomyłka), a obecnie Pixel 4a który był mi potrzebny do jednego projektu. Pixel miał zostać zastąpiony iPhonem 12 Mini na którego czekałem i … ciągle używam Pixela. Całościowo pomimo przyzwyczajenia do IOS jakoś nie jestem skłonny wyciągnąć z kieszeni 830€ na iPhona. Suma małych rzeczy powoduje, że poczatkowe wady które zdefiniowałem w Android 11 przestały mieć takie znaczenie (np. podwójne tapnięcie w belkę celem powrotu do góry w większości przypadków może być zastąpione gestem wstecz). Synchronizacja pomiędzy iPhonem i iPadem jest fajna, ale cześć rzeczy zdefiniowałem w inny sposób, a do cześci zadań używam teraz dedykowanego urządzenia.

„skrzynka na Gmailu, ale regularnie robię backupy jej zawartości”

A jak można korzystać z takiego backupu? Próbowałem kilka programów i zwykle w ogóle nic o „strukturze” nie wiedziały, i ciężko było coś wyszukać.
Lepiej by już była chyba zrobić backup przez IMAP.

Z Outlookiem, Eudorą (to był dobry program, szkoda że nie da się go używać), Thunderbirdem (chyba) sprawa jest prosta, kopiuje się plik czy katalog, instaluje na innym kompie oprogramowanie, podłącza i ma się oryginalną ergonomię.

A co można zrobić z backupem Gmail (Takeout)?
To co daje sam Gmail to prawie jest nieużyteczne.
Po ostatnim backupie (przy każdym kolejnym próbuję sprawdzić czy może się coś sensownego pojawiło) najbardziej mi się spodobał gmvault + Thunderbird Portable, ale jakieś to „nie do końca to”.

P.S.
(ach, ten cholerny wciągający nie dający o sobie zapomnieć Gardenscape ;), widzę że był pod ręką)

Zabawne, sam właśnie jakiś miesiąc temu się przesiadłem na iOS. Jest to szczególnie przewrotne, bo sam jestem programistą Androida…

Od kilku lat używałem flagowca flagowców – kolejnych Google Pixel. Zaczęło się od tego, że mój służbowy Pixel 3 zaczął umierać (w stanie *czuwania* trzymał 6 godzin). Miał już ponad rok, więc miał prawo. Wymieniłem go na świeżego Pixela 3 z szuflady. Przesiadka z Pixela 3 na Pixel 3 nie była łatwa (narzędzie do migracji skopiowało tylko jakieś 20% danych aplikacji, resztę musiałem dwa dni ręcznie migrować), ale pozwoliła na spokojne używanie telefonu przez jakiś tydzień. Wtedy zaczęły się losowe restarty i bootloopy. Stwierdziłem że nie mogę ryzykować utraty dostępu do wszystkiego (spróbujcie odzyskać dostęp do konta bez starego smartfona z 2FA!) i nie mam ani czasu na kolejne eksperymenty ani więcej telefonów z Androidem w szufladzie.

Przypadkiem miałem w szufladzie jeszcze iPhone XR. Dałem mu szansę. Wrócę do Androida jak XR się zepsuje (ha ha). W międzyczasie żona mi kupiła Apple Watch, żeby jeszcze trudnej mi było wrócić (Apple dopilnowało, żeby nie działał z Androidem).

iOS mnie bardzo irytuje. Ale działa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *