Kategorie
Publicystyka

Tak, wycinam reklamy z YouTube

Bardzo rzadko zdarza mi się korzystać z YouTube na cudzych urządzeniach i za każdym razem doznaję szoku – ILOŚĆ REKLAM JEST NIE DO ZNIESIENIA. Kilka klipów reklamowych pod rząd, przerywanie kilkuminutowego filmu blokiem reklam… Lepsze życie jest możliwe!

Tylko… jakie? Czy jedynym etycznym wyborem jest ten między abonamentem YouTube Premium a pokornym oglądaniem obowiązkowego zestawu reklam? Natychmiast pojawia się kolejne pytanie – czy moralność każe nam siedzieć i patrzeć, czy jednak w porządku będzie wyjście podczas reklam do kuchni lub toalety? I co zrobić z faktem, że megakorporacje klasy Google od dawna kierują się wyłącznie zyskiem a etyka czy dobro społeczne wypadły całkowicie poza nawias? Skoro Google łamie reguły, to czy publiczność też może?

Ten artykuł składa się z dwóch części. W pierwszej piszę, jak omijać reklamy na YouTube. W drugiej – dlaczego nie mam z tym problemu. Sądząc po tym ile emocji wywołała na Twitterku i Facebooku zapowiedź tematu, wsadzam kij w mrowisko.

Zapraszam do komentowania pod tekstem, jak za starych, dobrych czasów! Chętnie też przeczytam polemikę na waszych blogach!

Część 1 – jak omijać reklamy

Jeśli techniczny aspekt omijania reklam nie dotyczy lub nie interesuje cię, możesz przeskoczyć od razu do części drugiej.

Aplikacje proponowane poniżej stanowią wybór mój oraz rozmówców z mediów (anty)społecznościowych. To tylko część z dziesiątek sposobów na ominięcie reklam. Jeśli nie napisałem o czymś istotnym – daj znać w komentarzach!

Odtwarzacz webowy bez reklam (z błogosławieństwem Google)

Na pierwszy ogień idzie strona yout-ube.com, która pozwala odtwarzać filmy bez reklam. Dzieje się to z pełną akceptacją Google, który serwuje te nagrania z „prywatnościowego” wariantu YouTube pozbawionego cookie śledzących.

W tym miejscu zasadniczo kończy się dyskusja, czy firma Google ma coś przeciwko pomijaniu reklam. Skoro dostarcza gotowy mechanizm do osadzania w witrynach zewnętrznych takiej właśnie wersji nagrań, to… nie ma nic przeciwko. Kropka.

Alternatywa: Invidious – frontend YouTube do samodzielnego hostowania.

yt-dlp – pobierz filmy na własne urządzenie

W znakomitej większości telewizory, dekodery kablówki / DVB-T, konsole i inne urządzenia multimedialne potrafią odtwarzać pliki audio i wideo z pendrive’a. Jeśli lubisz oglądać lub słuchać audycji dłuższych, niż kilkuminutowe, wygodną opcją może być ich pobranie w formie plików.

Najprostszą metodą jest użycie jednego z setek konwerterów działających w przeglądarce – np. ytdown.to. Plusem jest prostota, minusem – ograniczona liczba formatów oraz zmienny czas oczekiwania na pobranie. Mimo tego jest to najbardziej praktyczny sposób, gdy mamy tylko telefon i chwilowy dostęp do WiFi.

Zdecydowanie większe możliwości daje aplikacja yt-dlp, która potrafi omijać wszystkie zabezpieczenia Google oraz oferuje pełen wachlarz formatów audio i wideo. Owszem, YouTube regularnie zmienia metody wykrywania takich automatów, więc mamy do czynienia z bezustanną zabawą w kotka i myszkę. Co się okazuje! Jeśli myszka jest wystarczająco zdeterminowana, kotek nie ma szans. Dzięki szerokiemu wsparciu społeczności każda nowa metoda zostaje pokonana w ciągu kilku godzin.

Creative ZEN z mojej kolekcji – nadal na chodzie, może odtwarzać pliki z YouTube (po konwersji na DivX/XVid, ma się rozumieć)

Aby zainstalować yt-dlp pod Windows, wystarczy wydać komendę winget install yt-dlp. Po chwili będziemy mogli wydać komendę pobierania filmów dodając URL do wywołania programu z linii komend, np. yt-dlp https://www.youtube.com/watch?v=Nj7I3s_kSs4. W ten sam sposób można pobrać filmy z setek innych serwisów, np. Vimeo, CloudflareStream i BunnyCdn. Metoda działa na transmisje live – jeśli więc ulubiony autor kasuje webinary tuż po emisji, możemy tą metodą zarchiwizować je na dysku.

Standardowa instalacja yt-dlp ostrzega, że współczesne zabezpieczenia YouTube mogą wymagać zewnętrznego silnika Javascriptu, warto więc zawczasu zainstalować go komendą winget install DenoLand.Deno. Co jakiś czas trzeba też zaktualizować yt-dlp komendą winget upgrade yt-dlp.

Więcej informacji o podstawowych opcjach programu znajdziemy w tym artykule na Ciemnej Stronie.

Windows i MacOS

Tu moja rekomendacja będzie krótka – przeglądarka Firefox z dodatkiem uBlock Origin. Dodatek ten działał do niedawna także w Chrome, ale przestał – o przyczynach pisała Ciemna Strona. Jeśli wolisz przeglądarkę opartą o Chromium, to uBlock Origin nadal działa w Microsoft Edge.

Swoje własne mechanizmy wycinania reklam z YouTube stosuje przeglądarka Brave i to właśnie ona pojawiała się w waszych odpowiedziach najczęściej. To faktycznie najprostsza metoda wycinania reklam, bo nie trzeba niczego konfigurować, blokada jest aktywna od razu po instalacji przeglądarki. Warto jednak zapoznać się z listą kontrowersji związanych z Brave. Może warto jej używać tylko do oglądania YouTube?

Sprawdź również:

  • FreeTube – aplikacja desktopowa odtwarzająca filmy bez reklam
  • DeArrow – plugin podmieniający tytuły i miniaturki na stronie głównej YouTube
  • Enhancer for YouTube – plugin poprawiający interfejs YouTube w Chrome, Edge i Firefoksie
  • StarTube – dodatek do plugina Tampermonkey przywracający wygląd YouTube sprzed lat (i dekad)
  • Przeglądarka Comet od Perplexity – z wbudowanym blokowaniem reklam w YouTube
  • Return YouYube Dislike – plugin przywracający licznik kciuków w dół

Android

Telefon komórkowy potrafi odtwarzać multimedia przy zablokowanym ekranie. Robią to wszystkie aplikacje streamingowe czy podcastowe. A YouTube ? Cóż – rezerwuje tę opcję dla abonentów Premium.

Jeśli nie chcesz lub nie możesz instalować aplikacji nieobecnych w Google Play, do dyspozycji jest mobilna wersja Brave. To najszybszy i najprostszy sposób na odtwarzanie wideo bez reklam i przy wygaszonym ekranie.

Znacznie potężniejsza będzie aplikacja NewPipe, dostępna na stronie newpipe.net. Lista zalet nie ma końca – filmy odtwarzane są bez reklam, przy wyłączonym ekranie, informacja o odtworzeniu nie jest powiązana z twoim kontem Google, filmy można pobrać do oglądania offline, dostępne są subskrypcje kanałów, zakładki i listy odtwarzania. NewPipe jest aplikacją o otwartych źródłach, możesz ją pobrać, samodzielnie skompilować i wrzucić na swoje urządzenia.

Po stronie wad mamy jedynie to, że NewPipe trzeba zainstalować spoza sklepu Google Play – pobierając plik APK, albo za pośrednictwem aplikacji F-Droid.

Zdecydowanie bardziej po bandzie jadą twórcy YouTube ReVanced – to po prostu scrackowana aplikacja Google, która udostępnia wszystkie funkcje premium a dodatkowo zintegrowana jest z bazą danych SponsorBlock, dzięki czemu pozwala na przeskakiwanie bloków sponsorskich obecnych m.in. w filmach influencerów. Również tę apkę trzeba instalować spoza sklepu Play.

Sprawdź również:

iOS

Tradycyjnie już – Brave do przeskakiwania reklam, choć w moich testach wygaszanie ekranu czasem skutkowało wyciszeniem audio – z reguły odtwarzanie dało się wznowić widżetem na ekranie blokady.

Na iPhone’ach nie ma mowy o instalacji aplikacji spoza App Store [autopoprawka – w Europie iOS wspiera alternatywne sklepy] , więc twórcy nie mogą odstawiać takich numerów, jak NewPipe czy ReVanced. Musi być grzeczniej. Do eksperymentów polecam TubePod oraz YubePip – obie dostępne w modelu freemium.

Ponieważ nie korzystam z iOS na co dzień, wspomogłem się tym wątkiem na Reddicie. Zerknijcie tam w poszukiwaniu innych alternatyw.

Sprawdź również (alternatywa z Altstore): YTLitePlusalternatywny odtwarzacz bez reklam

Telewizor

To właśnie na telewizorze YouTube jest najbardziej uciążliwy – nieprzewijalne reklamy trwają nawet minutę zaś te przewijalne, które wskakują podczas emisji, mogą mieć kwadrans lub więcej.

Dostępność i swoboda instalacji nowych aplikacji na TV mocno różnią się w zależności od marki i modelu. Większość nowych telewizorów korzysta z systemu Google TV, w pozostałych można użyć np. dongla Amazon FireTV albo Chromecast.

Aplikacją dla Google TV o największej liczbie udogodnień jest SmartTube. Gdy po instalacji pogrzebiemy w jej ustawieniach, może stać się domyślnym odtwarzaczem do sterowania z aplikacji YouTube na telefonie. Czasem może to wymagać ręcznego parowania na podstawie numerycznego kodu wyświetlanego na ekranie, ale to nadal wygodniejsza opcja, niż późniejsze wpisywanie napisów po jednej literce z pilota TV.

SmartTube zainstalujesz z pliku APK albo przy użyciu Downloader by AFTVnews ze sklepu Google Play. Wskazówka – jeśli do instalacji apki używasz Google Play, na wszelki wypadek załóż nowe konto tylko do tego celu. Telewizor będzie działał jeszcze wiele lat po tym, jak jego system przestanie otrzymywać aktualizacje bezpieczeństwa. Nie warto narażać swojego podstawowego konta na potencjalne przyszłe zagrożenia.

Użytkownicy urządzeń z systemem Samsung Tizen mogą wypróbować apkę TizenTube. Z kolei youtube-webos to odtwarzacz YouTube dla telewizorów z webOS.

Sprawdź również: iSponsorBlockTV – frontend Youtube dla TV do samodzielnego hostowania

Co nie zadziała?

Nie da się blokować reklam na YouTube za pomocą filtrów DNS-owych, jak np. pi-hole – treści reklamowe są serwowane z tych samych serwerów.

VPN do Albanii może zadziałać. Nie dlatego, że Albania zakazuje reklam w YouTube (to popularny mit), ale z powodu mniejszego rynku reklam w biedniejszych rejonach świata. Pamiętajcie przy tym, że użycie VPN-a i przeglądarki zalogowanej w Google nie zapewnia anonimowości w internecie.

Bezpieczeństwo

Każda aplikacja pobierana z internetu niesie ryzyko. Niszowe apki ściągane z szemranych źródeł niosą większe ryzyko – np. kilka miesięcy temu złośliwy kod odkryto w kilku kolejnych wydaniach SmartTube.

Przed instalacją aplikacji spoza oficjalnych sklepów oceń swoją wiedzę dotyczącą cyberzagrożeń. Jeśli nie wiesz, czym jest „tryb deweloperski” urządzenia lub nie masz pewności, które uprawnienia można, a których nie należy przyznawać alternatywnym aplikacjom, lepiej całkiem zrezygnuj z ich używania.

Część 2 – czy wolno omijać reklamy

Czy omijanie reklam na YouTube jest moralne? Po pierwsze i najważniejsze – jeśli do głowy przyszła ci taka myśl, masz dobre serduszko. Słuchaj go i czyń dobro.

W dyskusji wywołanej przeze mnie w social mediach (Twitter, Facebook, LinkedIN) głosy rozłożyły się z grubsza po równo – połowa zapytanych o blokowanie reklam podzieliła się listą swoich narzędzi, druga połowa wskazała zakupiony abonament YouTube Premium. W tej drugiej grupie szczególnie zainteresowała mnie podgrupa przedstawiająca swoją decyzję z moralną wyższością: „płacę za Youtube, bo to Jedyna Słuszna i Prawa metoda pozbycia się reklam”.

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza – Google jest właścicielem usługi, określa warunki korzystania, jeśli komuś się nie podoba to może sobie pójść oglądać ulubionych twórców do innego serwisu streamingowego. Chwila, jak to nie ma innego? Nieważne, myślmy dalej.

Skoro YouTube serwuje przed filmem obowiązkowe reklamy, to czy etycznym zachowaniem jest wyjście w tym czasie po herbatę? W epoce telewizji nikt nie zadawał sobie takich głupich pytań – bloki reklamowe były znacznie częstsze, niż wizyty w kuchni lub toalecie. Dodam, że Polska szczęśliwie spóźniła się na tę odsłonę kapitalizmu – w USA 45-minutowy odcinek serialu przeplatany jest średnio sześcioma blokami reklamowymi.

W tym miejscu wypada przypomnieć sobie trzeciego aktora na tej scenie – reklamodawcę, który chce dostępu do gałek ocznych widzów. Przy linearnej emisji sygnału odbiorca zasadniczo nie miał jak uciec – jeśli nawet ominął jeden czy dwa bloki reklam, to po kilku(nastu) minutach przygwoździł go trzeci. Dziś sprawy trochę się pokomplikowały.

… aby troje chciało naraz

Ustaliliśmy już, że mamy w naszym równaniu Youtube’a, reklamodawcę i widza. Nie ma opcji, aby wszyscy byli jednocześnie zadowoleni. Gdy widz patrzy, zirytowany, na przymusową reklamę, zadowolony jest YouTube i reklamodawca. Gdy reklama zostaje przez widza zablokowana, zadowolony jest widz i reklamodawca (ten drugi – bo nie płaci za puste odtworzenia). Gdy widz poszedł do kuchni, zadowolony jest YouTube (bo kasa płynie) a reklamodawca… cóż, byłoby mu smutno, gdyby się dowiedział.

Zwróćmy uwagę, że wszechobecność reklam wcale nie musi być normą. Przywykliśmy do tego, bo były konieczne w przeszłości – np. druk i kolportaż prasy papierowej były bardzo kosztowne, cena okładkowa nie pokrywała z reguły nawet kosztów redakcyjnych (przygotowania tekstów i zdjęć). Brakującą kwotę dosypywali reklamodawcy. Podobnie jest z telewizją – to reklamy pokrywały wysokie koszty przygotowania programów i emisji sygnału.

Reklamy a gównowacenie internetu

Niechęć do reklam jest nierozerwalnie związana z gównowaceniem usług internetowych (ang. enshittification). Neologizm ten został ukuty przez Cory’ego Doctorowa i opisuje cykl życia popularnych serwisów online.

Każda popularna usługa była na początku przydatna, użyteczna i otwarta – dzięki temu zyskiwała popularność. W miarę wzrostu popularności nacisk przesuwa się na wzmożoną monetyzację, mającą przynieść właścicielom jak największe przychody. Towarzyszy temu tłamszenie lub przejmowanie potencjalnej konkurencji, aby utrzymać monopol, a przynajmniej pozycję dominującą na rynku. Każdy biznes ma swoje granice rozwoju (wynikające choćby z liczebności populacji) ale liczby muszą rosnąć cały czas, więc w trzecim etapie gównowacenia to wzrost staje się celem dominującym. Dobro tak użytkowników, jak i akcjonariuszy, zostaje złożone na ołtarzu krótkoterminowych celów podbijających wyniki bieżącego kwartału, choćby w dłuższej perspektywie biznes doznawał przez to trwałego uszczerbku.

Niechciane reklamy pojawiają się na początku etapu drugiego – również wtedy, gdy nie są konieczne z komercyjnego punktu widzenia. Dwa znaczące przykłady: Netflix i Kindle.

Gdy we wczesnych latach „kilkunastych” wypożyczalnia płyt DVD Netflix przekształcała się w serwis streamingowy, klienci dołączali z jednego powodu – wygody. Aby obejrzeć film, nie trzeba już było jechać do wypożyczalni (albo czekać na przesyłkę pocztową), nie trzeba było nastawiać nagrywania na VHS, nie trzeba było przedzierać się przez pirackie strony w poszukiwaniu plików do pobrania. A to wszystko bez reklam – nie tylko tych w środku filmu, jak w TV czy kablówce – ale nawet bez obowiązkowego intra na płytach DVD.

Gdy w roku 2022 Netflix wprowadził abonament z reklamami, amerykańska cena 6,99 USD miesięcznie wręcz była o dolara niższa, niż podstawowy abonament w roku 2011. Reklamy te są mniej uciążliwe, niż w innych mediach (ok. 5 minut na godzinę), ale bezpowrotnie zniszczyły etos Netflixa jako kina domowego, gdzie seans filmowy może pochłonąć widza bez reszty.

Drugi przykład – czytnik e-booków Kindle od Amazona. Chwalony przez recenzentów, uwielbiany przez publiczność, jeden z flagowych produktów księgarni internetowej Amazon. Premiera – rok 2007, kolejne wersje: 2009 oraz 2010. W roku 2011 nastąpiła premiera modelu Kindle 4 z reklamami i ceną niższą o 30 USD od modelu bez reklam.

Umówmy się, że reklamy przeszkadzały naprawdę mało – pojawiały się w dolnej części menu głównego i na wygaszaczu ekranu. E-papier pozwalał na wyświetlanie tylko czarno-białego, statycznego banera. Tym dziwniejsza była więc decyzja o wprowadzeniu reklam, bo przychody z nich były w skali Amazona całkowicie zaniedbywalne, a rabat – nieproporcjonalnie duży w porównaniu do liczby wyświetlonych kreacji. Czyżby chodziło o to, aby klientów najbardziej wrażliwych cenowo przyzwyczajać do wszechobecności reklam?

Do tej pory towary pierwszej potrzeby uniknęły tego losu, ale przecież nie musiały – kto i kiedy zaoferuje tańszy chleb z ulotkami w środku?

Reklamy jako nowotwór do wycięcia

W niektórych rejonach cyfrowego świata reklamy stanowią agresywny nowotwór, który powinien być wypalony ogniem i żelazem. A jeśli produkty toczone tym rakiem nie mają innej szansy przetrwania, należy dać im zdechnąć. Im szybciej, tym lepiej.

Kilka lat temu w wątku na Twitterze zaprezentowałem przykład tego problemu, grę mobilną z gatunku idle tycoon. Konkretny tytuł nie jest ważny, bo takie praktyki mają miejsce w tysiącach gier ogrywanych przez miliony dzieci na całym świecie. Świat wykreowany w tej grze „gra się sam” przez cały czas – drwale ścinają lasy, fabryki produkują towary – również wtedy, kiedy urządzenie jest nieaktywne. Gdy zaś gracz włączy grę, nadaje kierunek ekonomii – buduje drogi, ulepsza fabryk i elektrownie itd., a potem czeka na efekty. I czeka. I czeka.

Walutą w grze są złote monetki, dzięki którym można nabywać bonusy i przyspieszać postęp gry. Monetki można kupić za prawdziwe pieniądze albo otrzymać za… oglądanie reklam. Zerknijcie na screeny poniżej – te zachęty naprawdę pojawiają się na ekranie co chwilę. A przyspieszacze pozwalają dotrzeć na kolejny poziom w kwadrans, a nie za trzy dni.

kliknij aby powiększyć

Widzieliście screenshota po prawej stronie? Dzieciak dostanie dziesięć monetek (wartych wg cennika gry od 0,30 do 0,48 zł) jako nagrodę za kilka minut oglądania reklam. Nie może odłożyć telefonu i pójść do WC, automat co chwila wymusza interakcję, by upewnić się, że po drugiej stronie jest człowiek gapiący się w ekran. Lekko licząc połowa z tych reklam to promocja kolejnych wariantów uzależniającego gówna, co stanowi gównianą wisienkę na wielkim torcie z gówna.

Serio, jeśli ktoś nigdy nie trafił na grę utrzymywaną z reklam, to nie ogarnie umysłem rozmiarów i miąższości tego szamba. Radio i telewizja ograniczają się same, bo jeśli bloki reklamowe będą zbyt częste i zbyt długie, publiczność przełączy odbiorniki. Albo – dzięki dobrodziejstwom cyfrowej dostawy sygnału – wszyscy nauczą się oglądać program/film z półgodzinną pauzą na dekoderze, aby przewijając reklamy „doganiać” rzeczywisty czas emisji.

Rolki na Facebooku uzależniają. Shorty na TikToku uzależniają. Gry mobilne uzależniają podwójnie, bo dochodzi w nich element rywalizacji (często w grupie rówieśniczej) a intensywność monetyzacji nie napotyka na żadne regulacje. A gdy mamy tysiące graczy, to możemy wyznaczyć metodami probabilistycznymi próg uzależnienia. Przed jego osiągnięciem młody gracz będzie mógł przeskakiwać reklamy, ew. za obejrzenie jednej nieprzeskakiwalnej dostanie suty bonus.

A potem wbija uzależnienie i dziecko dostanie w twarz kilka minut reklam za jałmużnę, która nie wystarczy nawet na pojedynczą premię w grze. No i oczywiście nie będzie już decyzją gracza, kiedy ma czas na granie. To gra wyśle powiadomienia o PROMOCJI. Brak reakcji? OK, podwójna promocja. Przy potrójnej złamie się prawie każdy.

Rozumiecie już, skąd u wielu ludzi bierze się tak głęboka niechęć do reklam? Jeśli biznes spina się tylko dzięki wpychaniu ich w gałki oczne uzależnionych graczy, należy wypalić taką niszę napalmem, do gołej skały.

Reklama albo komfort życia – wybór (czasem) należy do ciebie

Ktoś mógłby argumentować, że komfort to przywilej bogatych a biedota zawsze musiała płacić swoim zdrowiem i czasem, pracując ciężej i dłużej. Tyle tylko, że koszty powielania i dystrybucji dóbr cyfrowych zbiegają do zera.

Ironią jest, że w niektórych sytuacjach nawet bogaci są dymani, jedynie lubrykant pachnie troszkę ładniej. Lektura cennika serwisu Twitter (obecnie x.com) uczy nas na przykład, że abonament Premium+ to całkowity brak reklam. A przypis informuje, że „całkowity brak” oznacza „okazjonalną promowaną zawartość w rzadziej odwiedzanych obszarach”.

Przypomnę w tym miejscu rozmowę z Jackiem Krywko na temat Ars Techniki, mojego ukochanego serwisu technologicznego. Serwisy tematyczne wspomagane reklamami, jak Ars, nie mają zbyt wiele do zaoferowania płacącym czytelnikom – może to być brak reklam, brak śledzenia i profilowania, kanały RSS z tekstami czy artykuły w PDF do pobrania. Da się żyć bez tych udogodnień. A jednak dostarczanie treści dobrej jakości i budowa trwałej relacji z czytelnikami działają – ja płacę abonament, aby Ars Technica mogła żyć i się rozwijać. Bo jeśli wydawcy nie zepnie się budżet, to jakość spadnie a liczba reklam wzrośnie.

Istnieją twórcy, którzy umiejętnie wyważyli balans między ilością treści dostarczanych za darmo i za pieniądze. Przykładem może być Gergely Orosz i jego blog oraz newsletter Pragmatic Engineer. Jakość dostarczanych co tydzień analiz nie ma sobie równych, średnio co czwarte wydanie jest gratis, reszta trafia do subskrybentów. Koszt subskrypcji to 150 USD rocznie i płaciłbym tyle – wraz z dziesiątkami tysięcy innych subskrybentów – ale pracodawca funduje mi abonament w ramach osobistego budżetu rozwojowego.

Biblioteki oraz inne formy dzielenia

A gdybym powiedział wam, że w każdej większej miejscowości istnieje co najmniej jedno miejsce, gdzie każdy chętny ma nieskrępowany dostęp do dóbr kultury? Gdzie można ZA DARMO konsumować wybrane treści objęte prawem autorskim a wydawcy nie mają na ten temat nic do powiedzenia?

Mowa o bibliotekach. Nie mówcie o nich Kazimierzowi Staszewskiemu, wiedza o nich tylko pogłębi legendarną stratę Kazika. Warto przypomnieć sobie dawne rozkminy dzisiaj, ćwierć wieku po historycznym szczycie sprzedaży fizycznych nośników muzyki. Muzycy wiedzą już, że jeśli nie ma ich na YouTube i Spotify, to nie istnieją a jednocześnie za milion odtworzeń dostaną raptem kilka tysięcy złotych. Efekt? Trasy koncertowe! Jeśli ktoś lubi zbierać płyty CD, niech zbiera płyty CD. Ja wolę kolekcjonować emocje i przeżycia.

Gdy wejść na salę odpowiednio wcześnie, to do pana artysty ma się kilka metrów
Do pani artystki tak samo

Zasady dzielenia się dobrami kultury trochę jednak ewoluują i to w stronę, która nie podoba mi się. Autor i wydawca, wprowadzając egzemplarz utworu do obrotu, tracą możliwość kontroli dalszych losów tego egzemplarza. Kupioną książkę może przeczytać wiele osób, film na DVD możemy obejrzeć, wyrzucić, podarować, sprzedać itp.

W wariantach cyfrowych często kupujemy nie utwór a licencję na jego odtwarzanie. Tu możemy jeszcze dyskutować o zakresie ustawowego dozwolonego użycia, ale np. gry komputerowe obejmuje zestaw szczególnych przepisów prawa autorskiego. O ile masz pełne prawo do zrobienia bliskiej osobie kopii posiadanej płyty, książki czy czasopisma, to nie możesz wykonywać komuś kopii gry. Jeszcze bardziej złożonym zagadnieniem są serwisy takie, jak Steam i legalność przenoszenia (oraz jurysdykcja) praw tam nabytych.

Autorzy kontra odbiorcy

Stosunek autorów i artystów do piractwa jest skomplikowany. Jeśli kopiujesz egzemplarz płyty zamiast go kupić, artysta zarobi mniej. Jest jednak absurdem sądzić, że każda kopia oznacza utraconą sprzedaż. Każda zwiększa za to popularność twórczości a więc i szansę, że w przyszłości pójdziesz na koncert, kupisz płytę winylową czy koszulkę. Nie brak historii, gdy mniej znani muzycy prowokowali nagłaśniany „wyciek” plików MP3 ze swoją twórczością, byle tylko dać się zauważyć.

Zdarzały się też akcje stające w poprzek tradycyjnego porządku, np. w 2012 roku Sos Sosowski promował swoją przewspaniałą grę McPixel w samym sercu pirackiego półświatka czyli na serwisie The Pirate Bay – i to w modelu „zapłać ile chcesz”. Autor komunikował wprost: „nie każdy może pozwolić sobie na rozrywkę, ale każdy jej potrzebuje”.

A to pamiętacie?

Umówmy się, że tamtego Netfliksa już nie ma. Zabili go księgowi.

Sam jestem autorem i wydawcą szkoleń online. Całkiem możliwe, że wśród setek klientów znaleźli się tacy, którzy kupili szkolenie i dali dostęp do swojego konta innym osobom. Co mam im do powiedzenia? Otóż: moi drodzy, byłbym pieprzonym hipokrytą, gdybym choć jednym słowem lub gestem to skrytykował. Dziękuję za zakup jednego egzemplarza i rozumiem, że nie mogliście wydać więcej. Dopóki dzielicie się dostępem w zamkniętej grupie, jest OK.

Sam tak robiłem w czasach studenckich, gdy ze znajomymi kupowaliśmy jeden egzemplarz gry shareware i instalowaliśmy kilka kopii. Alternatywą był wyłącznie brak kupna, nabycie wielu sztuk gry nie wchodziło w grę (badum tsss…) z powodów ekonomicznych, student nie wielbłąd.

W niezwykle rzadkich przypadkach autor dostanie więcej pieniędzy, niż by się spodziewał. Mam na myśli autora Total Commandera (o samym programie pisałem kiedyś tak: „Gdybym miał zabrać jeden program na bezludną wyspę, byłby to Total Commander. Gdy dostaję do ręki nowy komputer, Total Commandera instaluję jako pierwszego. Gdy budzę się w nocy i chce mi się pić, sięgam po szklankę wody; gdy nie chce mi się pić, sięgam po Total Commandera.”). Mam prywatny egzemplarz a następne kupowali moi kolejni pracodawcy – łącznie to już 6-7 licencji.

Przyjazną dla klientów praktyką jest dopasowanie cen produktów cyfrowych do średnich zarobków w danej części świata – np. w Polsce podstawowy abonament na Spotify kosztuje 27 zł a w Indiach niecałe 8 zł (199 rupii). Praktykę taką przyjęło wiele firm prowadzących globalną sprzedaż, ale zdarza się też u mniejszych wydawców (np. w newsletterze Pragmatic Engineer).

Chamskie piracenie i odkupienie grzechów

Mam na komputerze muzykę i filmy, za które nie zapłaciłem. Nie wszystkie pozyskałem w drodze dozwolonego użytku. Nadal nie stanowi to przestępstwa ani wykroczenia, jednak – w kontekście naszych dzisiejszych rozważań – stanowi jakieś tam moralne obciążenie. Niektórym artystom wynagrodzę to idąc na koncert, ale nie wszystkim.

Nie ma np. możliwości, abym był w stanie zwrócić dług zaciągnięty u autorów tych gier, które na potęgę kopiowałem i ogrywałem za dzieciaka. Pal licho, że w latach ‘90 nie było w Polsce żadnej legalnej dystrybucji gier – część tych autorów już po prostu umarła. Co z tym zrobić? Sposób jest stary jak świat – dobro przechodzi do następnego pokolenia, moje pieniądze dostaną młodzi. Nie zliczę, ile razy kupiłem pod wpływem impulsu jakąś ładną gierkę, odłożyłem na weekend/urlop no i leży do dziś. Wiem, autorzy gier wolą grających klientów – ale jeśli mają do wyboru sprzedaż lub brak sprzedaży, pewnie wolą sprzedaż.

Jednej rzeczy przestrzegam ściśle. Skoro jestem programistą i zarabiam na rynku oprogramowania, to od ponad dwóch dekad 100% softu na moich komputerach jest całkowicie legalne. Dziś jest to skądinąd dużo łatwiejsze, niż kiedyś – masa narzędzi ma tanie lub darmowe wersje domowe, dużo bogatsza jest też biblioteka otwartego oprogramowania.

Wracając do tematu reklam na YouTube

Rozważania troszkę odbiegły od tematu, wróćmy do głównego wątku.

Masz prawo nie patrzeć na reklamy. Google udostępnia legalny mechanizm osadzania filmów w witrynach zewnętrznych i odtwarza je tam bez reklam. Omijanie reklam nie jest przestępstwem ani wykroczeniem. Być może użycie mechanizmów do omijania reklam łamie regulamin usługi, a jednak firma Google – dysponująca najdroższymi prawnikami świata – nie reaguje na przeglądarkę Brave, która robi to z automatu.

Wycinając reklamy nie zmniejszasz przychodów Google. Megakorporacje kontrolują na rynku reklamowym zarówno podaż jak i popyt. Jeśli liczba odsłon spadnie, cena jednostkowa za emisję wzrośnie. Właściciel marketplace’u takiego, jak Facebook, TikTok czy YouTube, zawsze wychodzi na swoje.

Ponadnarodowe bógtechy są pozbawione etyki. Tu mówimy o firmie wielokrotnie karanej za działania monopolistyczne, zarabiającej na reklamach oszustw i wyłudzeń, promującej patostreamy i teorie spiskowe, firmie zamykającej użytkowników w bańkach dezinformacji, ignorującej ustawienia prywatności usług i urządzeń i podsuwającej dzieciom potok uzależniających treści. W wielu przypadkach działania takie były zwyczajnie sprzeczne z prawem.

Dodajmy, że platformy nie omija bardziej przyziemne gównowacenie – np. w roku 2021 znikł licznik kciuków w dół, przez co dużo trudniej zorientować się, z jakiej jakości contentem mamy do czynienia. Cóż, bogate marki nigdy nie znosiły nadmiaru szczerości (przy czym przez „nadmiar” rozumiemy „choćby gram”). Kilka tygodni temu usunięto sortowanie wyników wyszukiwania po czasie publikacji. I tak to się toczy w tym świecie sterowanym A/B testami i dynamiką zmian KPI.

Jeśli mimo tego uważasz, że jedynym przyzwoitym zachowaniem jest oglądanie reklam lub płacenie za YouTube Premium, zrób to. YouTube to monopol, nie obejrzę ulubionych twórców nigdzie indziej. Blokuję reklamy i się tego nie wstydzę.

Czy omijanie reklam zmniejsza przychody twórców publikujących na YouTube?

Tu dotykamy zupełnie innej kwestii, niż dokarmianie miliarderów abonamentem Premium. Czujesz, że blokując reklamy okradasz swoich ulubionych twórców? Tylko… o jakich kwotach mowa?

Załóżmy, że twój ulubiony twórca produkuje godzinę treści tygodniowo. To bardzo dużo. W ciągu dziesięciu lat obejrzysz jakieś 500 godzin nagrań, co przełoży się na… wait for it… od 0.5 USD do 5 USD. Mieszkamy w Polsce, więc mowa raczej o dolnym przedziale. Słowem – dekada oglądania jednego twórcy na YouTube przysporzy mu około 10 zł zarobku. Złotówkę rocznie.

W jaki sposób możesz wynagrodzić autorowi utracone korzyści? Opcja najbardziej oczywista – darowizna albo zakup. Wielu autorów ma swoje konta na Patronite, buycoffee.to, Suppi; wielu sprzedaje produkty opatrzone własną marką. Dowolny datek lub dowolny zakup przyniosą mu więcej kasy, niż dekada oglądania YouTube.

Aby dać dobry przykład, rozpocząłem cykliczne wspieranie twórców Podcastexu (skądinąd na kwotę wyższą, niż Youtube Premium). Nie tylko dlatego, że nowy odcinek to zawsze święto – choć już ten powód wystarcza. Po prostu nie wypadało inaczej zważywszy, jaką niezasłużoną laurkę usłyszałem w drugim epizodzie o polskiej ekranizacji wiedźmina! ( „ – Wyślemy fakturę – Ale nie macie adresu! – Wyślemy, wyślemy…”).

Pamiątkowe coiny od Zacka Nelsona (JerryRigEverything) za datki na rozwój jego fabryki wózków inwalidzkich

Gdzie indziej zdarzało mi się kupować merch, czasem wpłacać jakieś jednorazowe datki. Polecam interesujący tekst Daniela Janusa o tym, jak mógłby wyglądać (i czasem wygląda) alternatywny rynek książek. Utopijny, ale dziwnie pociągający.

Doceń swojego twórcę!

Jeśli nie chcesz lub nie możesz wydać pieniędzy, napisz swojemu ulubionemu twórcy, dlaczego lubisz go oglądać. Współczesny internet to ściek, popularni twórcy doświadczają bez porównania więcej hejtu, niż życzliwości. Jeden miły e-mail będzie pamiętany przez miesiące i lata!

Serio. Zrób sobie w głowie listę twórców, których cenisz i których obserwujesz – a potem napisz do nich coś miłego. Najlepiej w e-mailu, bo wiadomości na platformach (anty)społecznościowych często nie docierają do adresata. Jestem absolutnie pewny, że każdy autor woli dostać takiego maila, niż ćwierć grosza za obejrzany film.

Jeśli spotkasz twórcę na żywo – jeszcze lepiej. Rozumiem, że taki Makłowicz czy Lewandowski mogą mieć z tym problem, ale nano- i mikrocelebryci ucieszą się, gdy podejdziesz, powiesz, że czytujesz/oglądasz i że ci się podoba.

No i co tam, jak tam?

Gdy spytałem w (anty)social mediach, jak blokujecie reklamy, napisaliście ponad tysiąc odpowiedzi – lekko licząc dziesięć razy więcej, niż zwykle. Część zawierała listę programów i pluginów, wielu odpowiadających z dumą informowało o płaceniu za YouTube Premium, inni z nie mniejszą dumą deklarowali, że Google nie dostanie od nich ani złotówki.

YouTube to monopolista i zachowuje się jak monopolista. Wiedzieliście, że kiedyś twórcy treści mogli wybierać, jakie formaty reklamowe pojawią się przy ich filmach? Mogli np. zgodzić się wyłącznie na reklamy przeskakiwalne. Cóż, od trzech lat już takiego wyboru nie mają.

Jeśli jedyną reakcją na dokręcanie śruby będzie większa sprzedaż abonamentu Premium, uciążliwość reklam nie przestanie rosnąć. Dopiero wtedy, gdy publiczność odpowie masowym blokowaniem reklam, mamy szansę na ustanowienie jakiejś formy równowagi.

W najbliższym czasie reklamy pojawią się w Chacie GPT i innych LLM-ach. Zapnijcie pasy, to dopiero będzie jazda bez trzymanki!


Zapraszam do dyskusji w komentarzach! Wpisujcie miasta*!

*) nie wiem, co to znaczy, ale tak się zawsze pisało



O autorze: zawodowy programista od 2003 roku, pasjonat bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijał systemy finansowe dla NBP, tworzył i weryfikował zabezpieczenia bankowych aplikacji mobilnych, brał udział w pracach nad grą Angry Birds i wyszukiwarką internetową Microsoft Bing.

79 odpowiedzi na “Tak, wycinam reklamy z YouTube”

Jedna poprawka:
„Na iPhone’ach nie ma mowy o instalacji aplikacji spoza App Store”

iOS wspiera alternatywne sklepy w Europie.

Nie wiem jednak czy alternatywne jutuby w nich są, ale pewnie tak, bo jest w nich sporo „szarej strefy” typu emulatory.

Dzięki, naniosłem poprawkę. Na moim urządzeniu nie znalazłem w Altstore niczego do odtwarzania mediów, było tam dosłownie kilka aplikacji

zależy o którym wariancie AltStore rozmawiamy:
– AltStore PAL – 3rd party app store w EU, wszystkie aplikacje dalej muszą być „notarized” przez Apple (co w zasadzie znaczy że apka i tak musi być zatwierdzona przez nich, ale luźniej to sprawdzają. cracked apka nie przejdzie, ale aplikacja do torrentow już tak)
– AltStore Classic – OG, apka która w zasadzie działa na komputerze i podpisuje apki ad-hoc (do używania tylko na twoim urządzeniu). możesz podpisać wszystko co chcesz, pod warunkiem że jesteś w stanie znaleźć decrypted plik .ipa (basically .deb). dostępne wszędzie, ale już wymaga wiedzenia co z czym się je.

jest jeszcze dużo alternatyw AltStore Classic, np. SideStore, Sideloadly, Plume Impactor czy chociażby klasycznie Cydia Impactor która już nie działa od dawna. wszystkie w sumie polegają na tym samym, ale każda ma jakieś plusy i minusy.

that being said, YTLitePlus nie znajdziesz na 3rd party app storze, tylko jako apka do sideloadowania

Taka ciekawostka. Jak odpalam yt w karcie incognito i nie zaakceptuje ciasteczek to nie mam reklam. jak zaakceptuje to mam. Podejrzewam, że bez ciasteczek trudno mnie sfalsyfikować jako konkretny typ konsumenta i co za tym idzie trudniej sprzedać.

Korzystam z niektórych narzędzi, które podałeś, szczególnie yt-dlp do ściągania tych filmów, które mogą zniknąć, a na których mi zależy, np. transmisji koncertów. Choć w ostatnim czasie najważniejszym narzędziem do YT dla mnie jest… Google Gemini – do streszczania filmów, co robi błyskawicznie i pozwala ocenić, czy warto dany film w ogóle obejrzeć (lub dodać do listy).

Mimo tego mam wykupione YT Premium – z dwóch powodów. Pierwszy to wygoda, bo jednak bieganie za aktualizacją każdego narzędzia zabiera czas. Drugi – że biorę wersję Family dla rodziny, nie wyobrażam sobie uczenia korzystania ich z alternatyw, a nie chcę, aby oglądali reklamy.

No i jeszcze (jako autor ŚCz) odniosę się do fragmentu na temat Kindle. Reklamy na wybranych czytnikach Kindle pojawiły się faktycznie kilkanaście lat temu, no i model od tego czasu się nie zmienił:
– tylko na wygaszaczach ekranu i paskach na stronie startowej, nie ma w książkach
– wybrane rynki (Kindle w Polsce są bez reklam)
– możliwość wyłączenia za dopłatą równą różnicy ceny wersji bez reklam
– możliwość… włączenia (jeśli ktoś lubi, gdy wygaszacz go zaskakuje).
Dla mnie to jest porównywalne ze „zniżką za zgodę marketingową”, co stosują operatorzy telekomów, no i nie wydaje mi się, aby miało degradować usługę.

Samego Kindle „zdegradowano” parę lat temu przez zmianę ekranu głównego, gdzie w zakładce HOME mamy tylko parę naszych książek + same polecenia z księgarni. Na szczęście można przełączyć na stałe na LIBRARY, gdzie jak dotąd poleceń nie ma.

Mnie nadal rusza ten aspekt etyczny blokowania reklam. Youtube stworzył całą platformę – frontend, backend, infrastrutkurę, algorytmy, aktywnie nad rozwojem tego narzędzia pracuje dużo ludzi (i agentów AI :). Zrobili to po to, żeby kiedyś mogli na tym zarabiać kupę pieniędzy. Ten czas właśnie nadszedł.

Jeśli metody monetyzacji takie jak reklamy czy abonamenty będziemy obchodzić, to odbierzemy motywację twórcom potencjalnych kolejnych narzędzi. To możemy nawet być my, Tak, jak warto dawać zarobić twórcom pojedynczych materiałów na platformie, tak i całe platformy też mają twórców.

Owszem, ale warto to rozważyć trochę głębiej. Google to nie tylko Youtube, ale cały zestaw różnych systemów. W tym system umieszczania reklam na stronach niepowiązanych.
Problemem nie jest to, że Google wrzuca gdzieś reklamy, tylko to jak agresywni są i jak bardzo ignorują użytkowników. Większość ludzi nie ma problemów z paroma reklamami tu i ówdzie. Google przesadza i usuwa im możliwości dostosowania treści pod siebie.
Np. żeby w ogóle móc włączyć reklamy spersonalizowane, trzeba zgodzić się na połączenie danych z wszystkich produktów Google. Z Map też. Czyli dajemy im również nasze dane.
Po drugie: Możliwości dostosowywania reklam w Google są tragicznie słabe. Nie mamy możliwości zablokowania konkretnego reklamodawcy. Po prostu nie. Nieważne że nie lubisz marki X i nie chcesz ich widzieć, Google wie lepiej.
Co możemy? Dawać plus albo minus przy kategorii. Tyle że to i tak nic nie zmienia. Reklamy z kategorii zminusowanych i tak będą wyskakiwać regularnie, reklamy z kategorii plusowanych mogą się pojawiać sporadycznie, bo są widocznie mniej opłacalne.
A to wszystko przy założeniu, że kategorie się zgadzają. Google nawet nie robi jakiejś podstawowej weryfikacji i pozwala wrzucać gry komputerowe w kategorii „ubrania”.
Możemy też – w teorii – blokować reklamy albo je raportować. W teorii, bo to nie działa. Podobno reklamodawcy potrafią zgłosić np. setkę identycznych reklam, które dostają osobne identyfikatory, więc z punktu widzenia Google są osobnymi reklamami. Piszę „podobno” bo z mojego punktu widzenia blokowanie konkretnej reklamy po prostu nie działa. I tak się nią dostaje w twarz wielokrotnie.
To wszystko są narzędzia oferowane przez Google, niby po to, żeby użytkownik lepiej dostosował reklamy pod siebie. Tyle, że nie. Użytkownik ma mieć ułudę wyboru, Google i tak będzie wciskać ten sam śmietnik.
Ja mam zminusowaną kategorię „Gaming” chociaż lubię gry komputerowe. Ale nie lubię dostawać reklamami „Hero Wars” czy podobnego badziewia. Próba grania według reguł sprawia, że i tak dostaję, bo oni się ich nie trzymają.

A jeszcze jest kwestia tego, co zrobić z korporacjami, które ułatwiają przestępcom działalność. Tutaj na scenę wchodzi Facebook, który regularnie puszcza reklamy scamów czy podszywania się pod cudze tożsamości, na zgłoszenia odpisuje że „nie stwierdzono naruszenia standardów”, a nawet jego nieco lepsza możliwość blokowania podmiotów które umieściły daną reklamę nie działa, bo przestępcy tworzą tych podmiotów mnóstwo i każda podobna reklama leci z innego.
Tym się powinny zająć władze państwowe. Jeśli pomimo zgłoszeń Facebook nie usuwa reklam oszustów, to powinien dostawać zarzutami o współudział.

Gdyby te korporacje zachowywały się uczciwie i nie próbowały na nas żerować tak ordynarnie, to wiele osób przeżyłoby trochę reklam. Tyle że one dają nam wyłącznie pozory sprawczości a potem wciskają reklamy najbardziej opłacalne dla nich, zupełnie niezwiązane z naszymi preferencjami. Albo wręcz szkodliwe i przestępcze.

Powtarzam, mało kto ma problem z reklamami, abonamentami czy innymi metodami monetyzacji. Ludzie rozumieją, że twórcy muszą z czegoś żyć. Problemem jest chciwość i drapieżność oraz zupełny brak etyki tych firm.
Znajomy dopiero co opisywał swój przypadek. Kupił przydatny mu program z dożywotnią licencją. Po trzech latach już nie działa, program nie jest wspierany. Istnieje wersja Program+, nieco odmienna, więc na nią trzeba mieć osobną licencję. Dożywotnia okazała się kilkuletnią, z programu nie da się już korzystać bo wymaga logowania, a ponieważ nie jest wspierany, to tę możliwość odcięto.
Legalne? Pewnie tak. Uczciwe? Nieszczególnie.

Youtube stworzył, a potem sprzedał guglom. Gugla okradać to wręcz imperatyw moralny.
Dont be evil już nie obowiązuje, więc można xD

Bardzo dobra analiza zagadnienia.

Ze swojej strony dodam jeszcze, że w przypadku Androida na Firefoksie większość rozszerzeń działa zupełnie dobrze. Bezpośrednio w przeglądarce, tak samo jak na pececie, możemy mieć wtyczkę usuwającą reklamy, pozwalającą na odtwarzanie w tle i inne. Z mojej perspektywy to najprostsza opcja, bo spójna z pecetową.
W przypadku iOSa nie ma tak dobrze, ale faktycznie chyba odtwarzanie w tle jest możliwe do osiągnięcia. Rozumiem, że da się przez Brave, choć ręcznie ponownie uruchamiając film po zablokowaniu. Podobnie przy pomocy przeglądarki Orion, która też wspiera w jakimś zakresie wtyczki z Firefoksa i Chrome’a, co w temacie reklam i prywatności również ma znaczenie (choć oczywiście zakres wsparcia jest ograniczony przez sam system).

Ciekawy artykuł. 🙂 2 polecajki dodane do zakładek.
SponsorBlock jest genialny i, obok ublocka, chroni moje oczy. Może warto wspomnieć o nim także w sekcji „Sprawdź również”?
Cenie Twoje artykuły za dobre opracowanie tematu, nielanie wody i przyjemne pióro.
Ps. ip mówi o moim mieście

Ps Może warto dodać akapit o blokowaniu reklam po dns. Zbawienne w telefonie z androidem (prywatny dns) i vpn w ios. Wycina sporo reklamy wszędzie indziej niż przeglądarka np. grach (choć część z nich nie działa), zmniejsza telemetrię od producentów telefonów i ich reklam. Najprostsze to serwery dns np. adguard, które domyślnie blokują część reklam.

Np. cloudflare udostępnia też 2 inne serwery dns, oprócz 1.1.1.1. Blokujący malware, a trzeci porno etc.

Ten tekst jest o YouTube, więc wspominam tylko, że blokowanie po DNS tu nie działa

Co do aspektu etycznego, to widzę tu problem z pogranicza „dylematu więźnia”. Im więcej osób unika reklam, tym bardziej reklamami są obciążeni ci, którzy nie korzystają z blokerów. Wtedy więcej osób używa blokerów, a jeszcze mocniej obrywa się tym najmniej technicznym (zakładając, że nasilenie reklam wzrasta, by kompensować zmniejszone dochody).

Aczkolwiek graczy tu jest więcej niż dwóch i nawet gdyby nikt nie miał blokerów reklam, to ich ilość pewnie nadal by rosła. ; )

To Google decyduje, ile kosztuje emisja, i może dowolnie sterować zarówno popytem (ceny) jak i podażą (liczba slotów).

Jak już wspomniałem na facebooku, podpisałem się pod tym rękami i nogami jeszcze zanim usiadłem do lektury. Jestem już stary, wiec raczej walnąlem organizmem na kanapę. Pamiętam czasy kiedy Internet był dobrym miejscem. Dla ludzi z pasją. Gdzie o dziwo spotykali się ludzie dla… ludzi. Dziś patrzę na moje dzieciaki i wiem że dorosną w świecie gdzie nie wiadomo co jest prawdą a co nie, w przeświadczeniu ze uporczywe reklamy to naturalna sprawa. Że nie da się obejrzeć odcinka Krecika bez reklamy. Że trzeba im wyjaśnić, że materiał o kolejnym patostreamerze, promowanym na wallu android tv choć jest kolorowy i przedstawia kotka i ogórka to nic mądrego nie wnosi i nic się z tego nie nauczą. Dramat. Walczę z tym w domu. PiHole, Jellyfin i RPI to moi przyjaciele. Treści są umieszczane tam. Jak najmniej youtube. I Młody wie, że bajki znajdzie właśnie tam. Przeraża mnie upadek, a właściwie nie upadek, błyskawiczny rozkład Internetu jaki znałem i ktorego częścią kiedyś byłem, tworząc mały, naukowy kanał na youtube. Dziś strach tam wracać, choć bardzo bym chciał. Paraliżuje mnie to jak ci wielcy gracze nie widzą i nie czują smrodu jaki tworzą. Bo cyferki rosną. Szczerze mam nadzieję, że jeszcze to się zmieni i jeszcze bedzie najpiękniej. Naiwne ale moze akurat. No albo chociaż, że da się wgrać sejwa świata sprzed 20 lat. i nacieszyć się nim na nowo. Dziękuję za ten artykuł, czekałem na niego niecierpliwie i nie zawiodłem się. Rozbudził na nowo mój żal do dzisiejszej sieci, tego jak wygląda, jak bardzo zalał ją clickbait, reklamy i gównotreści. Idę obejrzeć stare dobre odcinki Pogromców Mitów. Niestety na yt. Póki jeszcze tam są.

Obraziłam się na Google, kiedy najpierw wywalili Oś Czasu z przeglądarki na telefon (przez co zrobiła się dużo mniej użyteczna), a potem nagle i bez powodu zabrali całe archiwalne dane lokalizacyjne, a ja nawet nie mogłam napisać mejla z reklamacją. Po miesiącu archiwum wróciło, ale niesmak pozostał.

Wtedy przestałam płacić za Google Drive, bo to jedyne, co mogłam zrobić. Z YT korzystam dość rzadko, bo filmiki wydają mi się za długie i przegadane – wolę rolki z tiktoka albo dłuższe teksty na blogach.

Jeszcze dla uzupełnienia dostępnych metod blokowania:

Komputery
Wcale nie trzeba zmieniać przeglądarki żeby blokować reklamy. uBlock Origin jest dostępny na Chrome czy Safari w lekko okrojonej wersji (uBlock Origin Lite). Mimo wszystko radzi ona sobie bardzo dobrze w blokowaniu wszelkich reklam i szczerze w samym blokowaniu nie widzę żadnych różnic w porównaniu do zwykłego uBlocka.

iOS
Na iOS istnieją 3 sposoby instalacji aplikacji z zewnątrz:

1. Alternatywne sklepy – jak jest wspomniane w artykule, w EU mamy możliwość skorzystania z zewnętrznych sklepów, posiadających aplikacje których nie ma w App Store (np. Altstore PAL). Tym sposobem NIE zainstalujemy takich aplikacji jak zmodowany YouTube, ponieważ mimo, że aplikacja jest w zewnętrznym sklepie nadal musi być zatwierdzona przez Apple. Więc w rezultacie jest tylko kilka aplikacji, które można tym sposobem zainstalować
2. Jako programista – programiści aplikacji na iOS muszą mieć przecież możliwość ich testowania. Apple umożliwia więc instalacje dowolnej aplikacji (tak samo jak .apk na Androidzie) z poziomu XCode. Ograniczeniem jest to, że takie aplikacje wygasają po 7 dniach. Są jednak rozwiązania takie jak Sideloadly czy Altstore (nie mylić z europejskim Altstore PAL – prawdziwy Altstore potrafi instalować dowolne .ipa, i był dostępny przed tym jak unia wymusiła zewnętrzne sklepy) – działają one tak, że jest aplikacja na telefonie i komputerze. Co pare dni, jeżeli komputer jest włączony, to odświeży on aplikację, przez co ona nie wygaśnie.
3. Sidestore – dość nowe rozwiązanie, działa podobnie do punktu 2, ale bez potrzeby używania komputera (lecz według mnie trochę trudniejsze do skonfigurowania)

Sposobem 2 i 3 możemy zainstalować coś w stylu ReVanced na iPhone, ale też znacznie więcej – rynek zmodyfikowanych aplikacji na iOS jest nawet większy niz na androidzie

Telewizory
Tizentube to mój ulubiony sposób, bo jest to prawdziwa aplikacja YouTube z wyciętymi reklamami. Warto więc wspomnieć, że mimo swojej nazwy jest in dostępny też na androida (Tizentube Cobalt) czy nawet na Apple TV (choć tu podobna zabawa jak na iPhone).

Gdzie nie spojrzę, widzę, że piszą o przeglądarce Brave. Aż strach otworzyć lodówkę. Dawno do tej przeglądarki nie zaglądałem i nie wiem, jak się teraz prezentuje, ale kiedyś uznałem ją za przereklamowaną. A oceniam na tle Vivaldi. W ogóle, pisać o przeglądarkach i nie wspomnieć o Vivaldi to moim zdaniem błąd (ale i do obiektywności mi daleko). A Vivaldi ma te różne zalety, za które chwalony jest Brave, tylko nie ma tak skutecznego marketingu szeptanego. Za Vivaldim stoi ten sam człowiek, który stał za starą, dobrą Operą od jej początku – w biznesie przeglądarkowym jest od ponad 30 lat.

Google może niebawem dopisać nowy rozdział do opowieści o blokowaniu reklam – w tym roku zaczęła się wojna z przeglądarkami mobilnymi odtwarzającymi filmy z YT przy wyłączonym wyświetlaczu czy działaniu w tle – Vivaldi, Brave, Samsung, Edge… – i jednak odtwarzanie się zatrzymuje. Ponoć Brave ma już na to obejście… Ale czuję, że w Google ktoś przestawił wajchę i chce wszystkie opisane tu myki poblokować.

Odtwarzanie dźwięku w tle zostało błyskawicznie naprawione w przeglądarkach Brave i Vivaldi, ale pewnie kwestią czasu jest, aż YouTube zacznie znowu coś kombinować…
A swoją drogą, trzeba autorowi artykułu oddać, że wspomina nie tylko o przeglądarce Brave, ale też uczciwie przyznaje, że krążą wokół niej kontrowersje, ale fakt pominięcia świetnej alternatywy jaką jest Vivaldi to moim zdaniem ogromne niedopatrzenie. Blokowanie reklam może nie jest w Vivaldi tak dopracowane jak w Brave, ale akurat z blokowaniem reklam na YouTube Vivaldi sobie radził u mnie ostatnio bez problemu (na kompie i na telefonie).

Pełna zgoda z tym przereklamowaniem. Dla wielu użytkowników pewnym dużym blokerem może być choćby ułomna synchronizacja w Brave

Vivaldi jest świetny?
No nie wiem. Może tylko u mnie ma taką wadę. Jak mam w nim zainstalowane kilka (na szybko licząc 6) wtyczek i otwieram go z kilkoma przypiętymi kartami to startuje pewnie z dwie minuty. Opera miała to samo. Może vivaldi ma ten sam błąd, bo mają dużo wspólnego kodu bazowego? W każdym razie brave mi nie robi takich akcji.

do pobierania filmów dobry jest też cobalt.tools – lepszy niż większość stron zawalonych reklamami (które często też korzystają z api cobalta :P) 🙂

Well, na droidzie wystarczy firefox i ublock z filtrami – zero reklam. Nie trzeba bawić się w dodatkowe apki czy inne cuda.

PS
Ciężko się czyta (na dużej rozdzielczości monitora) tak rozciągnięte komentarze w pionie, może dałbyś więcej width dla kontenera komentarza?

Ja nawet chętnie bym płacił za YouTube Premium. Tylko pytanie: co dostajemy w zamian? Naprawdę niewiele, jakość serwisu cały czas spada. Nie tylko jakość treści (a YouTube sam się do tego przykłada, np. naciskając na tworzenie shortsów jako jeden z warunków łatwiejszej monetyzacji kanału). Od strony technicznej YouTube również cofa się w rozwoju, a ulepszeń brak. Książkowy przykład gównowacenia.

Taka jest przykra prawda:
– coraz trudniejsze filtrowanie i sortowanie filmów
– wyszukiwarka działa coraz gorzej. Czasami po podaniu dokładnej nazwy szukany film nie jest na pierwszym miejscu, tylko dalej. Na pierwszy m są za to shortsy i inne promowane g**.
– coraz mocniejsza kompresja. Coraz mniejszy bitrate. Detale obrazu znikają. Nowe kodeki są używane nie po to, aby poprawić jakość, tylko przynieść oszczędności firmie na przechowywaniu danych i transferze.
– jakość transmisji na żywo jest okropna z powodu absurdalnie mocnej kompresji. Nawet mając profesjonalny sprzęt, YouTube „już o to zadba”, aby wasza transmisja na żywo wyglądała okropnie.
– brak obsługi powyżej 60 fps. Monitorów i telewizorów 90, 100, 120, 144, 165, 240 Hz coraz więcej, a YouTube zatrzymał się w poprzednim wieku.
– dźwięk przestrzenny 5.1 – nadal brak szerokiego wsparcia. A gdzieś czytałem wypowiedź pracownika, że na komputerach nigdy tego nie wdrożą, bo jest bloker. Bloker w postaci przeglądarki Chrome, która ma wyjście stereo i nic nie mogą zrobić. Hahaha, ta sama firma Google, a jeden produkt blokuje rozwój innego. Nawiązując do artykułu – tak, za pomocą yt-dlp pobierzecie dźwięk 5.1 jeśli jest dostępny i bez problemu odtworzycie na komputerze w innym programie! Zrobicie to, czego gigantyczna korporacja nie potrafi wdrożyć od lat!
– niepoprawne przetwarzanie wideo, niepoprawny deinterlacing, niepoprawne skalowanie. To dlatego nagrania i transmisje zawodów sportowych mają na YouTube tak okropną jakość i zacinają się. A w telewizji jest dobrze.

To tylko wybrane problemy istniejące od lat. Za to mam płacić?! Za tak kiepskiej jakości usługi?!

yt-dlp plus płatny komentarz pod filmem rozwiązują trzy problemy. Ja mam film, autor pieniądze, a Youtube prowizję od wpłaty.

Kindle bardzo doceniam jako urządzenie. Z reklamami idzie poradzić sobie w bardzo prosty sposób: wystarczy przestać używać wifi i same po jakimś czasie się wyłączą. Od kiedy Amazon eksperymentuje w USA z licencjami na książki, straciłem zupełnie zainteresowanie ich sklepem.

Na iOS używam VideoLite. Daje dostęp do yt, tik-tok, twitch bez reklam. W samej apce, po uruchomieniu jest próba wyświetlania reklamy ale w domowej sieci radzi sobie z nią Pi-hole, a pod LTE AdGuard.

reklamy były już na Kindle 3. Amazon support jednak często wyłączał je na prośbę użytkownika gdy powołaliśmy się na nieznajomość języka w którym pojawiały się reklamy (angielski).

Techniczna strona artykułu jest zrozumiała, natomiast część dotycząca etyki, moralności już mniej.

Padło tutaj pytanie, czy mamy jakiś moralny wybór? Otóż zabrakło trzeciej możliwości: nie oglądać.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że rzeczy są „za darmo”. Ale czy takie są? Czy utrzymanie serwerów, przygotowanie materiałów (także i tego wpisu w blogu) nie zabiera dużo czasu? Czy praca nie zasługuje na zapłatę?

Niektórzy twórcy czy platformy zdecydowali, że chcą otrzymywać zapłatę w formie reklam. Zatem „wycinając te reklamy” po prostu oszukujemy. Nie różni się ta sytuacja niczym od wchodzenia „bocznym wejściem” do kina, nie płacąc za bilet.

Pan sam tworzy (jak dobrze rozumiem) szkolenia i mogę się założyć, że gdyby ktoś zdecydował się korzystać i za nie nie płacić (albo rozpowszechniać bezpłatnie w sieci) to miałby Pan z tym problem. Może się mylę a pojawia się tutaj doskonała okazja do wykazania, że za Pana przemyśleniami idą też czyny: proponuje umieścić na blogu oświadczenia, że „wszelkie wytworzone przeze mnie płatne materiały/programy można kopiować i korzystać bezpłatnie, bo jako autor popieram piractwo”.

Moralność jest kwestią obiektywną i myślę, że każdy wie, że działania opisane w tym wpisie nie są w porządku. Stąd też pojawia się cała masa pokrętnych wyjaśnień, próbujących to przypudrować: a to że bogatych wolno oszukiwać a to że wiemy lepiej, jak twórcą płacić niż oni sami zdecydowali itp. Zło nie znosi zła. Oszukiwanie oszusta nie sprawi, że świat stanie się lepszy.

Urzekło mnie określenie „za darmo”? Błąd w myśleniu polega na tym ,że WMÓWIONO NAM, że coś mamy „za darmo”. Podobnie jak z abonamentem rtv. To nie my powinniśmy płacić za NIEOGLĄDANIE REKLAM. Tak jak nie my powinniśmy płacić za rtv czy wywóz POSEGREGOWANYCH śmieci! Każdy z nas płaci: podatek gruntowy, abonament telefoniczny, za dostęp do internetu lub oglądaniem reklam w tv.

Czy na pewno Twoje porównanie z wejściem do kina bez płacenia za bilet jest właściwe?

Czy nie sądzisz, że wycięcie reklam z YT bardziej należałoby porównać do ubrania opaski na oczy w czasie bloku reklamowego w kinie?

> Oszukiwanie oszusta nie sprawi, że świat stanie się lepszy.

Fallite fallentes: ex magna parte profanum
Sunt genus: in laqueos quos posuere, cadant.
[Owidiusz]

Jeśli chodzi o odtwarzanie z youtube na Androidzie przy zablokowanym ekranie: Firefox + uBlock Origin, uruchomić stronę w wersji na komputer. Tylko tak słucham podcastów 🙂

Jest też dodatek do Firefoxa – Video Background Play Fix, mi z nim działa odtwarzanie na zablokowanym ekranie bez przestawiania wersji strony.

Nie musisz uruchamiać wersji Desktop. Zainstaluj sobie dodatek `Video Background Play Fix` i będzie działać przy wyłączonym ekranie.

W Albanii reklamy nie są zabronione, po prostu w tym kraju nie działa Program Partnerski YouTube, więc nie ma reklam na ten region.

Super pomocny artykuł, najbardziej rozwaliła mnie metoda z yout-ube 😀 sam używam firefox+ublock origin ale płacę też za yt premium z trzech względów: nie chcę instalować na telefonie i telewizorze apek spoza oficjalnego repozytorium, plan rodzinny załatwia sprawę reklam u nietechnicznych członków rodziny no i w pakiecie jest yt music. W zasadzie to płacę za yt music a blokowanie reklam mam gratis 😀

Na Androida, oprócz Brave, jest Opera. Też blokuje reklamy, też pozwala na odtwarzanie przy wyłączonym ekranie, też out of the box, też jest w Google Play.

Firefox również.
Na Androidzie obsługuje dodatki, więc tak jak na komputerze można zainstalować uBlock (a do odtwarzania w tle Video Background Play Fix)

Android
Odtwarzać multimedia przy zablokowanym ekranie:

Można otworzyć YT w przeglądarce Opera.
Przeglądarka odtwarza media ze stron (w tym YT) także po zminimalizowaniu i wyłączeniu ekranu.

Chrome można zmusić do współpracy z uBlock. Wystarczy dodać flagi na końcu skrótu. Szybka instrukcja:
1. Zamknij przeglądarkę
2. PPM na skrót Chrome → Właściwości
3. W polu Element docelowy dopisz na końcu (za cudzysłowem): –disable-features=ExtensionManifestV2Unsupported,ExtensionManifestV2Disabled

To jest jedynie chwilowe odroczenie, bo za niedługo obsługa ManifestV2 wyleci całkiem z Chromimu (co najwyżej przeglądarki oparte o niego, w swoim forku będą mogły utrzymywać obsługę samodzielnie).
Więc i tak trzeba się rozglądać za czymś innym.

Dodam coś jeszcze o gównowaceniu youtube: przez kilka lat doradzałem wszystkim wyłączenie historii oglądania. Wtedy polecanki zachowywały się jak dawna reklama kontekstowa: oglądam poradnik o edycji zdjęć, dostaję propozycje innych filmów o fotografii, jak o DIY, to o DIY itd. To już się skończyło, teraz dostaję jak wszyscy teorie spiskowe, alt-right itp.

Tak więc nie mam dylematów etycznych przed blokowaniem reklam. Przeciwnie, zmniejszanie dochodów bigtechów uważam za etyczne.

Na komputer i telefony = Mullvad browser – przeglądarka oparta o firefox tnie wszystko jak leci, więc do yt ideolo.

Bardzo ciekawie się czytało. Dzięki za cynk o Ars Technica- nie miałem pojęcia. Nie jestem komputerowym nerdem ale zwykłym, codziennym użytkownikiem neta od …dziestu lat uciekającym przed zbiorową halucynacją reklam i wszelkich zależności.
Po pierwsze musiałem wyjść z Windowsa. Wyrzuciłem konto z gmaila i youtuba w momencie połączenia obu. Nie posiadam konta na facebooku ani androida. Z przykrością przestałem korzystać z googla
(to BYŁO GENIALNE NARZĘDZIE…było!) Na szczęście jest liczna alternatywa. Przez jakiś czas można było na Kaczce oglądać filmy YT bez reklam gdy i to się zmieniło zacząłem częściej korzystać z ruskiej wersji (jestem niepoprawny politycznie) lub innych „youtubów”.
Przy okazji. Nie wszyscy wiedzą, że znakomita część zablokowanych u nas stron (z uwagi na „geografię”) jest dostępna przez…Ukrainę! Tak też słucham mojego ulubionego radia Buddha Hits z Australii. Unikam AI jak zarazy. Dla mnie cały dział spod znaku AI to jedna wielka reklama…Od czasu wojny kowidowej omijam tv, wp, onety i interie, mimo iż mam je BEZ reklam. Netflix od początku był projektem geopolitycznym (czyt.reklamą ideolo) i do szczęścia nie jest mi potrzebny, choć przyznaję miewa dobre produkcje.
Tak, brakuje mi Commandera. Miałem pierwszą, darmową wersję, którą udawało mi się przenosić przez kolejne windowsy i komputery…ale wszystko co dobre szybko się kończy. Coś za coś Z przerażeniem odkryłem że coś takiego jak gra Saper w obecnych windowsach dostępna jest jedynie ONLINE! Śmiechłem…Świat się kończy… Wiadomo, saper myli się tylko raz.

YouTube ReVanced, jak z tego skorzystać? Wchodzę na revanced.app, jest tam jakiś ReVanced Manager do ściągnięcia.

Jak to zwykle tutaj bywa ciekawy i wyczerpujący artykuł.

Tutaj ciekawy punkt widzenia na blokowanie reklam z punktu widzenia prawa autorskiego
https://it-consulting.pl/2016/06/29/model-biznesowy-adblock-plus-i-prawo-autorskie/

Artykuł napisany przez nauczyciela akademickiego, doświadczonego projektanta systemów IT, autora książek.

Co ciekawsze cytaty
'niewątpliwie usuwanie reklam z treści publikowanej, to naruszanie praw autorskich. Tu autorskich praw osobistych: naruszenie integralności dzieła’

'prawo (umowa pomiędzy dostawcą treści i korzystającym z niej) łamie Internauta, który świadomie instaluje narzędzie służące do łamania prawa i korzysta z tego narzędzia’

Co do pierwszego to mocno bym polemizował. To YT narusza integralność utworu, szatkując go reklamami… można by wtedy nazwać blokowanie reklam „inżynierią wsteczną” mającą na celu przywrócenie oryginalnego wyglądu utworowi.

Dzięki, ciekawy punkt widzenia. Można teraz zapytać, co jest dziełem, a co treścią publikowaną? Czy film opublikowany za pomocą Youtube? W takim razie nie ma mowy o usuwaniu, bowiem reklama to treść niezależna i odrębna. Reklama została wtrącona przez platformę i w mojej ocenie nie jest częścią dzieła.

Nie spodziewałem się tutaj znaleźć mojej gry mobilnej Production Chain Tycoon.
Tutaj akurat wszystkie reklamy są opcjonalne. To gracz decyduje, czy chce reklamę zobaczyć, czy nie. Grę da się przejść bez oglądania reklam i płatności.

Istnieją dodatkowe atuty blokowania reklam, które dostrzegą głównie techniczni użytkownicy liczący się z dostępnymi zasobami. Denerwujące jest to, że reklamy serwowane z odległych i przeciążonych lokalizacji przez swoje opóźnienie blokują renderowanie stron. Nie wiem jak teraz sprawa wygląda, bo bez adblocka to strach po sieci buszować, ale jeszcze kilka lat temu sprawdzałem to 3-8s opóźnienia było tragiczne. Nierzadko nawet reklamy opóźniały wyświetlanie stron o kilkanaście sekund. Zupełnie nie dziwi, że google zrezygnowało z własnych wskaźników jakimi były m.in. LCP i CLS przy których połowa branży SEO brandzlowała się do porannej kawy.
Blokowanie reklam w samej tylko przeglądarce jest niewystarczające, microslop nie pozostawia pod tym względem żadnych wątpliwości. W dodatku ublock – choć i tak zwinny – dość mocno obciąża cpu. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest lokalny dns+proxy a jeszcze lepszym dedykowane do tego pasywny i energooszczędny „blaszak”. Niestety, samo openwrt czy blokowanie na poziomie DNS jest niewystarczające. Choć już samo w sobie potrafi sporo zdziałać bez wpływu na szybkość działania przeglądarki, to cwaniaki od YT nie zasypują gruszek w popiele. To dotyczy również uprzykrzania życia developerom alternatywnych aplikacji do korzystania z YT.
I tak zabawa w kotka i myszkę między wciskającymi do gardła reklamy a wycinającymi je trwa w najlepsze.

Nie korzystam z sieci zbyt namiętnie na słuchawie, bo używanie interfejsów mobilnych to jest kara za niepopełnione jeszcze grzechy, ale ciekawi mnie czy ktokolwiek zadał sobie pytanie ile procent miesięcznego pakietu mobilnego potrafią zużyć same reklamy.

Wystarczy uBlock Origin choćby w Firefox, aby raz na zawsze pozbyć się reklam w YouTube, jak i większości reklam w ogóle. Gdziekolwiek. Od lat nie widzę żadnych reklam na YouTube, bo chyba bym zwariował.

Nie wiem czy to prawnie i technicznie możliwe, ale może dla mediów cyfrowych (w tym gier mobilnych) warto zastosować te same zasady jakie obowiązują radio i telewizję.
Ograniczenie ilości czasu reklamy w ciągu doby, minimalny czas między blokami reklamowymi (20 minut), zakaz przerywania programów dla dzieci, itp.

To by mogło rozwiązać nie tylko problem samych reklam, ale też wpłynąć pozytywnie na treści – jak utrzymać uwagę widza przez 20 minut, żeby mu zaserwować monetyzację.

„jeśli produkty toczone tym rakiem nie mają innej szansy przetrwania, należy dać im zdechnąć – im szybciej, tym lepiej” – tak 👍

„połowa z tych reklam to promocja kolejnych wariantów uzależniającego gówna, co stanowi gównianą wisienkę na wielkim torcie z gówna” – właśnie tak 👍

„Jeśli biznes spina się tylko dzięki wpychaniu reklam w gałki oczne uzależnionych graczy, należy wypalić taką niszę napalmem, do gołej skały.” – zdecydowanie tak 👍

Fajny wpis, ale to nie jakieś specjalne zaskoczenie 😉
Zgadzam się, że trzeba blokować, reklamy są nie do życia. Gdyby było ich kilka, czasem, to może by przeszło. Ale jak mówisz, użyj obcego/świeżego urządzenia do YT itp a nie da się treści normalnie zobaczyć.

Przeczytałem podlinkowane artykuły i w pełni się zgadzam, dużo lepiej byłoby kupić kawę czy dać złocisza po przeczytaniu wartościowej treści niż przymusowo konsumować papkę. Piraćmy elektroniczne media, ale płaćmy za to, co było dobrego, tyle ile mamy i tyle ile nas w tej chwili stać.

Rozglądam się po stronie ale ko-fi nigdzie nie widzę?

No i jeszcze tylko info, że hxxps://stratakazika.pl wydaje się zmieniła właściciela i jest autogenerowaną śmieciową stroną. Proszę jej więcej nie wspominać 😉

Polecam pozbycie się gugla także z telefonu. E/OS Murena, czyli zdeguglowany android, działa bardzo dobrze. Aplikacje przed zainstalowaniem można sprawdzić pod względem prywatności.

Panie Tomaszy, bardzo ciekawy artykuł.
Pozdrawiam.

Dużo pisania, a brakuje podstawowej kwestii: każdy taki serwis żeby działać potrzebuje finansowania. Tak długo, jak korzystający nie będą płacić za utrzymanie serwisu, tak długo serwis będzie szukał innych form finansowania. Proste jak budowa cepa.
Gdyby abonament premium jeszcze był poza zasięgiem przeciętnego użytkownika to byłbym w stanie to jakoś zrozumieć

chętnie zapłacę nawet dosyć wysoki abonament za VoD jeśli będą tam filmy z WSZYSTKICH platform bez blokad regionalnych i z polskim lektorem (może być lektor AI bo jest już na tyle znośny, że da się go od biedy słuchać) a co do treści prasowych, to zapłacę od kilku groszy do nawet 2zł za jednorazowy dostęp do pojedynczego artykułu, a nie abonament, który muszę płacić niezależnie czy czytam, czy nie.

Ja korzystam na Android z Grayjay. Aplikacja dostępna oficjalnie w sklepie Google. Wspiera nie tylko YT ale też inne źródła.

w windows, laptop:
oczywiscie yt-dlp jest znakomitym narzedziem dla download materiałów video i z yt, i z bardzo wielu innych www zawierających video (uwaga: nie ze wszystkich, ale z potężnej ich liczby).

Ale co zrobić, gdy na www jest parę video (np…. siedem :), które wlasnie i w tym momencie chcemy ściągnąć? parę razy wywoływać z wiersza poleceń yt-dlp? no mało wygodne.
I do tego sluży —> jdownloader (z wygodną wersją portable).
Ma wtyczki do masy portali z video na ich www. Uaktualniane nonstop (i w jdownloader jest opcja dla ich uaktualnienia). ZAWSZE działa na yt.
Tak więc u mnie od lat pierwszym wyborem dla download (z yt) jestsuper wygodny —> jdownloader.

Firefox +Ublock origin + Google Analytics Blocker – niczego więcej nie trzeba. Dla Androida: Opera .Opcjonalnie NewPipe i po problemie. Google nie 'usczęśliwi’ nas syndromem gotującej się żaby.

Ja bardzo polecam Grayjaya (ma zarówno aplikację mobilną na Androida jak i wersję desktopową).
można łączyć różne źródła filmów i nagrań (m.in.YT, SoundCloud, peertube) w jednej apce, grupować subskrypcje, czy pobierać nagrania. No i najważniejsze jest darmowa, ale można dobrowolnie kupić licencję. Licencja nie daje nic więcej, tylko satysfakcję że wspierania twórców.
Tylko na Androida trzeba albo zainstalować ją z fdroida albo bezpośrednio poprzez pobranie .apk, bo wersja z play store’a jest ograniczona: https://grayjay.app/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *