Kategorie
Kopie bezpieczeństwa Porady Zrób to sam

Kopie bezpieczeństwa w domu i małej firmie – część 1

To jest początek cyklu, w którym nauczymy się tworzyć kopie bezpieczeństwa danych w domu i małej firmie. Jeśli nie masz kopii zapasowych swoich plików – czytaj dalej, pierwszą przygotujesz już za chwilę! Jeśli posiadana kopia bezpieczeństwa jest starsza niż miesiąc, popracujemy nad systematycznością.

Z tego dysku danych już nie odzyskamy
© Raimond Spekking / CC BY-SA 4.0 (via Wikimedia Commons)

Dlaczego w ogóle zajmować się tym tematem? Odpowiedź będzie brutalna – dysk twardy w twoim komputerze może zepsuć się nawet za kilka minut. W wielu przypadkach będzie to oznaczać całkowitą i nieodwracalną utratę wszystkich danych, niezależnie od kwoty którą przeznaczysz na próbę ich odzyskania. Przepadną zdjęcia dzieci, ważne dokumenty, praca magisterska, nieopublikowana powieść, plany wyjazdu na wakacje i WSZYSTKO inne.

Problem z poradnikami dotyczącymi tworzenia kopii bezpieczeństwa jest taki, że większość czytelników stwierdza “tak, zdecydowanie muszę zacząć je robić” po czym zamyka okienko i przypomina sobie o temacie w chwili awarii komputera. Jako autor nie mam tu wielu możliwości. Przed momentem spróbowałem przestraszyć cię wizją utraty wszystkiego co ważne i cenne (oraz trzymane w jednym miejscu). Jeśli to wystarczyło – super, pomiń następny akapit.

Hmm. Emocjonalny szantaż nie wystarczył. Podejmę więc drugą i ostatnią próbę. Umówmy się, że w tym odcinku nie będzie więcej teoretyzowania i lania wody. Od tej chwili naszym jedynym celem będzie jak najszybsze sporządzenie pierwszej kopii bezpieczeństwa a ty nie musisz niczego instalować ani kupować. Podążaj za wskazówkami a za kwadrans będzie po robocie. Pamiętaj tylko, żeby przysłać mi maila z podziękowaniem, gdy utworzony dziś backup faktycznie uratuje twoje dane.

Nasz dzisiejszy cel – kopia bezpieczeństwa wszystkich małych plików. Wbrew pozorom będą wśród nich zbiory skrajnie ważne, np. deklaracje podatkowe, dokumenty księgowe firmy czy prawie ukończona praca magisterska. Wszystkie te pliki spakujemy do archiwum ZIP i wyślemy sobie na własną skrzynkę e-mailową. Następnie dodamy do kalendarza wydarzenie cykliczne z przypominajką i to tyle!

A co z większymi plikami?

Które pliki są małe a które duże? W tekście o kilobajtach i megabajtach przyjęliśmy umownie, że małe są zbiory danych o rozmiarze nie przekraczającym megabajta, choć niektóre będą i kilkadziesiąt razy mniejsze. Nieco większe pliki, jak dokumenty tekstowe z dużą ilością grafiki, też mogą się załapać, jeśli tylko nie będzie ich zbyt wiele.

Kopię bezpieczeństwa większych plików możesz sporządzić już teraz, ale ja opiszę to w przyszłym odcinku. Dziś – przypominam – skupiamy się na zabezpieczaniu rzeczy bezkosztowo i natychmiast. Niektórzy mówią, że brak kopii zapasowej to jak chodzenie po linie nad przepaścią, ale to słabe porównanie, bo z liny w końcu schodzi się na ziemię. Brak kopii zapasowej to jak ciągłe wiszenie na tej linie ze świadomością, że ona się NA PEWNO urwie. Nie wiadomo tylko, kiedy.

Tworzymy archiwum ZIP z małymi plikami

Małych plików możemy mieć dziesiątki, setki lub tysiące i ich załączenie do pojedynczego maila może być niemożliwe. Kopie małych plików umieścimy więc wewnątrz pojedynczego pliku archiwum w formacie ZIP. Dzięki temu będziemy mieli do czynienia z tylko jednym plikiem a on sam będzie skompresowany, czyli mniejszy niż łączny rozmiar zbiorów przechowywanych wewnątrz.

Do archiwizacji plików użyjemy Eksploratora wbudowanego w system Windows. Pozwala on na oglądanie zawartości i tworzenie archiwów ZIP, w polskiej wersji Windows noszą one trochę niefortunną nazwę “folder skompresowany”. Folder to folder a plik to plik. Jedynie dla wygody użytkownika zawartość pliku ZIP jest prezentowana w taki sam sposób, jak folder na dysku.

Krok pierwszy: otwieramy katalog (folder) z dokumentami do zabezpieczenia. U niektórych będzie to pulpit, u innych może to być na przykład folder Dokumenty. Otwieramy tę lokalizację, zaznaczamy wszystkie pliki i klikamy przycisk Właściwości by dowiedzieć się, jaka jest łączna objętość zaznaczonych plików.

Krok drugi: jeśli wyszło więcej niż 20 megabajtów, musimy wykluczyć największe pliki lub powtórzyć operację kilkukrotnie dla kolejnych grup plików.

Krok trzeci: gdy pliki do archiwizacji są zaznaczone, klikamy prawym klawiszem i wybieramy opcję “Wyślij do 🡒 Folder skompresowany (zip)”. Podajemy nazwę wynikowego pliku ZIP i gotowe. Możemy teraz sprawdzić, jak duży jest ten plik. Uwaga – jeśli archiwum jest małe (kilka kilobajtów) i zawiera pliki typu “skrót”, to znaczy, że – zamiast docelowych plików do archiwum trafiły skróty do nich. Musimy wówczas powtórzyć operację we właściwym katalogu.

Wysyłamy plik ZIP na swój własny adres e-mail

Wysyłanie maili do siebie samego na pewno niczego nie zepsuje. Jedyne, o co musimy zadbać, to właściwy rozmiar – dostawcy poczty elektronicznej ustawiają z reguły limit rozmiaru jednej wiadomości na 20-25 MB. Ponownie, próba wysłania zbyt dużego pliku niczego nie zepsuje, w najgorszym razie e-mail nie zostanie wysłany.

Gdy wyślemy sobie e-mail z załącznikiem i zobaczymy go w skrzynce odbiorczej, najważniejsze jest już za nami – dane zawarte w pliku ZIP są bezpieczne. Jeśli dysk twardy w komputerze padnie nam jutro lub pojutrze, wzruszamy ramionami, kupujemy nowy, ściągamy plik ZIP i rozpakowujemy go zadowoleni, że tym razem udało nam się uniknąć utraty danych.

Ustawiamy cykliczne przypomnienie o sporządzeniu nowej kopii zapasowej

Jednorazowy backup zabezpiecza nas tylko na chwilę. Z każdym dniem przybywać będzie danych, których nie chronimy. Naszą sporządzoną manualnie kopię bezpieczeństwa trzeba więc cyklicznie odświeżać i tu najlepiej zadziała wpisanie sobie przypominajki do kalendarza. Poniższy film pokazuje, jak utworzyć wydarzenie cykliczne w kalendarzu Google – przypominajka pojawi się wówczas w telefonie z Androidem. Użytkownikom iOS lepszą robotę zrobi oczywiście iCloud Calendar.

Przypomnienie najlepiej ustawić na taki dzień i godzinę, by móc od razu przygotować i zabezpieczyć nową kopię zapasową. Miesięczny odstęp jest tylko sugestią – dopasuj go do swoich potrzeb i możliwości.

Podsumowanie

Dzięki przygotowanej przed chwilą kopii bezpieczeństwa twoje dane stały się bezpieczniejsze – niestety nie wszystkie. Metoda ręcznego wysyłania sobie plików e-mailem jest dość żmudna i pozwala backupować tylko niewielkie zbiory. W następnym odcinku dowiemy się, jak zautomatyzować tworzenie kopii zapasowych i dlaczego awaria sprzętu nie jest jedynym zagrożeniem z którym musimy się liczyć.



O autorze: zawodowy programista od 2003 roku, pasjonat bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijał systemy finansowe dla NBP, tworzył i weryfikował zabezpieczenia bankowych aplikacji mobilnych, brał udział w pracach nad grą Angry Birds i wyszukiwarką internetową Microsoft Bing.

10 odpowiedzi na “Kopie bezpieczeństwa w domu i małej firmie – część 1”

Wiedziałam – Google. Jeżeli już tak mają się czytelnicy zgodzić na pełną analizę, to można wgrać na Google Drive albo na Dropboxa. Ale uwaga, oddajemy nasze dane operatorowi. Inny sposób, wszystko zaszyfrować i cyklicznie wrzucać w chmurę. Problem w tym, że codziennie trzeba będzie wysyłać kilkadziesiąt GB danych.
Poprawnie: szyfrowany backup online, offline i offsite. Automatyzujemy skryptami (przeciągamy rsyncem z jednego serwera na drugi) i zgrywamy po podłączeniu nośnika (serwery NAS to potrafią). Jeden dysk wywozimy z domu (np. do pracy).

Nie wiem czy widzisz na jakim poziomie jest ten poradnik. Kliknij i spakuj. Dla ludzi którzy mają jakiekolwiek pojęcie o backupach temat jest tylko przypominajką

A ja od siebie polecam polska firme FerroBackup, dla użytkownika prywatnego do użytku niekomercyjnego mozemy podłączyć dwie maszyny.

„Brak kopii zapasowej to jak ciągłe wiszenie na tej linie ze świadomością, że ona się NA PEWNO urwie. Nie wiadomo tylko, kiedy.”

Pewna przesada. Sprzęt co jakiś czas wymieniamy na nowy, więc to nie jest cały czas ta sama lina. Przez ostatnie 30 lat, odkąd na moim biurku stanął pierwszy pecet, nie miałem ani jednego padu dysku 🙂 Różne rzeczy padały, dyski jakoś nie chciały.
Ale, oczywiście, nie uważam że nie należy robić backupów. Należy i to bardzo.

BTW, skoro i tak dopuszczasz używanie rozwiązań chmurowych (patrz Google) to IMHO najlepszym sposobem backupu dla nietechnicznych jest trzymanie plików w katalogu synchronizowanym z g.drive, dropbox, whatever. Oczywiście jeśli ktoś nie ma bardzo wrażliwych danych.

„Przez ostatnie 30 lat, odkąd na moim biurku stanął pierwszy pecet, nie miałem ani jednego padu dysku” – a ja trzy albo cztery, tylko co ma wynikać z tego argumentu? Dyski się psują. Laptopy są upuszczane i kradzione. Miewamy powodzie i pożary. Możesz stracić dane na różne sposoby, po prostu pęknięte szklane talerze HDD wyjątkowo dobrze ilustrują problem.

„IMHO najlepszym sposobem backupu dla nietechnicznych jest trzymanie plików w katalogu synchronizowanym z g.drive, dropbox, whatever” – moim zdaniem nie jest to najlepszy sposób, uargumentuję to w kolejnych odcinkach

„a ja trzy albo cztery, tylko co ma wynikać z tego argumentu? ”
Zwracam tylko uwagę na pewną demagogię w rozumowaniu :). Backupy NALEŻY robić, ale nie jest prawdą, że każdemu kiedyś padnie dysk.

„moim zdaniem nie jest to najlepszy sposób, uargumentuję to w kolejnych odcinkach”
To ejstem bardzo ciekaw argumentacji, :), bo z moich doświadczeń wynika, że jest to jedna z niewielu rzeczy, którą jest w stanie ogarnąć każdy (co najwyżej trzeba mu pomóc w ustawieniu, co ma być synchronizowane), i w dodatku nie musi potem o tym pamiętać. W bonusie w zależności od rozwiązania są wersje, odzyskiwanie usuniętych itp.
Można wskazać scenariusze, gdzie to się nie sprawdzi, ale IMHO są raczej egzotyczne niż typowe.
Więc czekam na ciąg dalszy 🙂

Ja używam CobianBackup z dyskiem NAS. Po poznaniu bardzo przyjemny soft. Tylko wymaga zastosowania odpowiednich ustawień by w pełni i kompletnie backupować dane.

Szanowny Informatyku Zakładowy,

Cenię wielce Twe wpisy, szczególnie o ProteGo czy Kantarze, zwłaszcza analizy finansowe wdrożenia tychże, a także bardzo elegancki język Twych artykułów a wypowiedzi. Reklamuję je więc swoim nieinformatycznym znajomym.

Tu jednak to kulą w płot.
Otóż niejasny jest sam odbiorca tego przekazu.

Dla (ćwierć)informatyków to zbyt oczywiste i przegadane.
Dla użytkowników domowych zaś zbyt skomplikowane (!) oraz czasochłonne oraz niewłaściwe forum.

Otóż zamiast zalecania „zipowania”, „emailowania” czy innych takich żmudnych czynności, albo też instalacji „magicznego programu X”, przypomnij nam, ale tylko w jednym dwóch zdaniach, czemu to ważne, a potem: im prościej, tym lepiej. Jesteśmy leniwi i zapominalscy.

Zakładając (rozsądnie) Windows jako OS takich odbiorców, uświadom ich (nas) o:
# Backup and Restore
# OneDrive
– oba „wpychane” (preinstalowane) przez MS użytkownikom Windowsa 7 czy 10 ale najwyraźniej jeszcze za mało.

„Włącz i zapomnij” czyli „fire and forget” w obu przypadkach, choć sam się z tego schematu wyłamuję i stosuję do tych celów Macrium, gdyż lepiej i łatwiej mi archiwuzuje VeraCryptowane dyski systemowe czy też extX :).

Co do niewłaściwego forum tegoż artykułu: prasa popularna czy branżowa („kadry w praktyce”, „nowoczesna Pani”, „Dziennik X”) byłaby tu wskazana.

Ukłony, wyrazy szacunku i życzenia powodzenia w zarabianiu na tym blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *