Kategorie
Android iOS Publicystyka

Wrażenia z przesiadki na nowy telefon z nowszym Androidem

W listopadzie 2020 przeprowadziłem eksperyment – zamieniłem swojego Androida na iPhone’a. Byłem ciekaw, czy w systemie operacyjnym i urządzeniach mobilnych Apple odnajdę cechy, które skłonią mnie do przesiadki. Wytrzymałem dwa tygodnie – znacznie bardziej odpowiada mi Android.

Niniejszy artykuł zawiera opis wrażeń z poznawania nowego telefonu – trzy miesiące temu zastąpiłem OnePlusa 3 (średnia półka, 6/64 GB, Android 9, premiera w czerwcu 2016) Samsungiem S20 FE 5G (wyższa półka, 6/128 GB, Android 11, premiera w październiku 2020). Będzie też ciąg dalszy wątków rozpoczętych we wcześniejszym tekście.

Na początku zastrzeżenie – poprzedni i obecny telefon nie należą do tej samej kategorii cenowej. OnePlus 3 kosztował podczas premiery 1799 zł, wg wartości dzisiejszych złotówek byłoby to ok. 1980 zł. Samsung jest o niemal połowę droższy, w grudniu 2020 kupiłem go za 2759 zł, po trzech miesiącach nadal połowa ofert na Ceneo pokazuje wyższą cenę.

OnePlus 3

W roku 2016 OnePlus naprawdę zdrowo namieszał na rynku flagowców – wchodzący na rynek kilka miesięcy wcześniej Samsung Galaxy S7 kosztował 700 dolarów, miał baterię 3000 mAh i 32 GB pamięci. OnePlus 3 kosztował 400 dolarów, bateria mieściła 3300 mAh a pamięć – 64 GB danych (porównanie cen z rynku amerykańskiego, w Europie plus VAT). Na pokładach obu telefonów gościł Snapdragon 820, wówczas najszybszy chipset firmy Qualcomm. Żaden z późniejszych modeli OnePlusa nie podciął cen konkurencyjnych urządzeń o tak duży procent.

Dygresja – wartość starego, używanego OnePlusa (łatwiej znaleźć wariant 3T) zdecydowanie przekracza bieżącą cenę na rynku wtórnym, zaczynającą się od trzech stówek; to nadal sprzęt o przyzwoitej wydajności a metalowa obudowa zniesie wiele. Rozważając zakup trzeba tylko pamiętać o tym, że po kilku latach eksploatacji bateria może wymagać wymiany.

Oprogramowanie One UI

Używam teraz Androida o dwa numery nowszego, niż kwartał temu. Różnica? Na dobrą sprawę żadna. Android 10 nie miał żadnej znaczącej nowości – może za wyjątkiem trybu ciemnego, którego nie używam. Wersja ta utrudniła za to pracę z menedżerami plików (funkcja scoped storage – objaśnienie tutaj ale nie polecam lektury, temat jest skomplikowany ponad wszelką miarę). Android 11 też ma tylko jedną ciekawą cechę – możliwość jednokrotnego udzielenia aplikacji zgody na dostęp do wybranych zasobów (np. kontaktów albo aparatu).

Samsung S20 FE 5G

I wiecie co? Zapowiada się, że Android 12 będzie równie nudny – z całej listy nowych cech zainteresowała mnie tylko funkcja informowania o użyciu kamery/mikrofonu. Czyżby osiągnięta została granica innowacji w smartfonach które znamy? Kilka lat rozwoju i raptem kilka funkcji dla power usera?

W przeciwieństwie do OnePlusa, którego OxygenOS był niemalże „czystym” Androidem wzbogaconym o kilka opcji konfiguracyjnych, Samsung obdarza użytkowników swoją własną graficzną nakładką One UI 3.1. Od razu powiem, że nie mogłem znieść wyglądu fabrycznej aplikacji startowej (lista aplikacji przewijana w poziomie, grrr) i praktycznie od razu przemigrowałem do Nova Launcher, nie oglądając się wstecz ani razu. Liczba aplikacji dołączonych do nowego telefonu jest spora, na szczęście niemal wszystkie nadmiarowe apki Samsunga lub partnerów dają się odinstalować lub wyłączyć, bloatware nie stanowi znaczącego problemu.

One UI modyfikuje wygląd i działanie niektórych elementów systemowych, np. standardowych okienek dialogowych czy rolety systemowej. W tym ostatnim przypadku przez chwilę drażniło mnie, że przy rozwijaniu rolety zawartość okna zostaje rozmyta a roleta zawsze zajmuje cały ekran, ale dość szybko do tego przywykłem. Nie używam za to Bixby, Bixby Routines, wysuwanych paneli bocznych, funkcji Samsung DeX, trybu obsługi jedną ręką, podwójnych komunikatorów i masy innych dodatków autorstwa Samsunga. Wielu użytkowników uzna je za przydatne i potrzebne. Dla mnie kluczowe było to, że mogłem ustawić sobie klawisze ekranowe z przyciskiem WSTECZ po prawej stronie – takie ustawienie miałem w OnePlusie, więc nie musiałem zmieniać wieloletnich przyzwyczajeń.

Galaxy Store i klikalne linki do pornografii w recenzji aplikacji systemowej

Oprogramowanie Samsunga zawiera drugi sklep z aplikacjami, Galaxy Store. Nie ma niestety opcji wyłączenia go i wydaje się, że właśnie tą drogą aktualizowane są działające z podwyższonymi uprawnieniami komponenty dołączone do systemu operacyjnego przez producenta. Trudno o pełne zaufanie do tego rozwiązania, gdy w komentarzach do aplikacji w Galaxy Store można znaleźć… klikalne reklamy stron porno.

Ekran

Wyświetlacz Samsunga ma jedną fundamentalną zaletę, absolutnie kluczową, której nieobecność wyeliminowała z rozważań kilka ciekawych urządzeń. Mianowicie – JEST PŁASKI. Zaokrąglone brzegi w mojej opinii mają same wady – większa jest szansa na rozbicie ekranu, na przypadkowe dotknięcia przy podawaniu aparatu, łatwiej o przekłamania kolorów i odbijanie świateł otoczenia. S20 FE ma cudownie płaski ekran, uzupełniony wąską ramką.

Druga zaleta Samsungowego ekranu – odświeżanie 120 Hz. Nie jest to taka zmiana jakości życia, jak dawniejszy przeskok z 30 na 60, ale scrollowanie ekranu podczas czytania jest naprawdę super przyjemne. Mam wrażenie przesuwania palcem kartki. Między 60 a 90 Hz na innym telefonie nie widziałem prawie żadnej różnicy, tu podbicie do 120 Hz zauważalnie zwiększa komfort i niesie radość.

Wyśmienicie działa też automatyczna regulacja jasności ekranu. Nie wiem, czy stoją za tym jakieś algorytmy uczone moimi ręcznymi korektami, ale prawie zawsze ekran jest podświetlony tak, jak potrzebuję. W OnePlusie adaptywne sterowanie jasnością bujało suwakiem bez większego ładu, więc przez większość czasu wyłączałem tę funkcję.

Czytnik linii papilarnych

Kolejna fajna sprawa – czytnik linii papilarnych umieszczony w ekranie. Przyłożenie palca w miejscu, gdzie pod matrycą OLED znajduje się sensor optyczny, skutkuje podświetleniem opuszka jasną plamą i zeskanowaniem odcisku. Minął kwartał używania Samsunga a mnie cały czas bawi odblokowanie ekranu tą metodą. Żyjemy w przyszłości, serio.

Pani ze zdjęć produktowych Samsunga wybrała już palec do zeskanowania

Minusy? Sensor – choć jest bardzo szybki – czasem zawodzi, dzieje się tak raz na kilkadziesiąt odczytów (nie chodzi o brud czy temperaturę, drugie przyłożenie praktycznie zawsze pomaga). Czytnik OnePlusa, umieszczony w pojemnościowym przycisku HOME, był tu całkowicie bezbłędny. Po drugie – z nieznanych przyczyn Samsung pozwala na rejestrację jedynie trzech odcisków palców.

Niezależnie od powyższego jestem wielkim fanem czytnika w ekranie. Umieszczanie go z boku (w przycisku Power) albo z tyłu urządzenia nigdy mi nie pasowało.

Nie ma diody, jest coś lepszego!

Gdy próbowałem przesiadki na iPhone’a, jedną z największych uciążliwości był brak wizualnej informacji o nowych powiadomieniach. Czasem po prostu czeka się na jakąś wiadomość i wtedy po każdym oderwaniu wzroku od telefonu wypadałoby zajrzeć na ekran blokady, czy odpowiednie powiadomienie już tam przypadkiem nie czeka.

Wszystkie moje wcześniejsze telefony z Androidem rozwiązywały ten problem diodą LED. Samsung S20 FE jest wyposażony w funkcję Stale Włączonego Ekranu (Always On Display), więc ikonki lub treść notyfikacji są stale widoczne. To jednak nie wszystko, za pomocą jednej aplikacji można wynieść użyteczność tej funkcji w stratosferę.

Mam na myśli kolorowe alerty wizualne generowane przez aplikację aodNotify. U mnie alert o nowych powiadomieniach wygląda tak:

Skonfigurowałem aodNotify w taki sposób, aby alerty miały postać pulsującej kolorami ramki (to jedna z kilkunastu możliwości). Aplikacji Gmail przypisałem kolor czerwony, Whatsappowi – zielony, zaś Signalowi – żółty. Aby ograniczyć użycie baterii, zdefiniowałem okres, po upływie którego kolorowa ramka gaśnie („prawdziwa” funkcja oszczędzania energii całkiem wyłącza Always On Display). Osiągnięty efekt jest naprawdę świetny, od razu kupiłem aodNotify Pro.

Aparat

Tu nie ma co dyskutować – Samsung robi foty o jakości nieporówywalnie lepszej, niż przeszło czteroletni OnePlus. Zainteresowanych testami porównawczymi odeślę do takich serwisów, jak DXOMARK czy Digital Camera World. Tutaj zademonstruję jedynie, jak wygląda film nagrany w trybie Super Slow Motion, 960 klatek na sekundę robi robotę.

Snapdragon kontra Exynox

Samsung S20 FE dostępny jest w kilku wariantach różniących się nie tylko ilością wbudowanej pamięci, lecz także procesorem. Modele obsługujące technologię 5G wyposażono w chipset Qualcomm Snapdragon 865, pozostałe mają na pokładzie układ Exynos 990.

Mój wybór był oparty o jedno kryterium – zużycie energii. Według wszystkich testów Snapdragon jest bardziej oszczędny od Exynosa, co przekłada się na dłuższy czas działania telefonu na jednym ładowaniu. Niestety, nie miałem jeszcze okazji wypróbować samego 5G, bo w sieci nju mobile (marka działająca na infrastrukturze Orange) opcja taka w nie jest dostępna. Oferty 5G nie ma zresztą w żadnym z popularnych pre-paidów, więc odpadają także testy z tymczasowym SIM-em kupionym za kilka złotych.

Inna sprawa, że naprawdę nie potrzebuję szybszego internetu w komórce, niż oferuje mi obecnie LTE. SpeedTest odpalony w centrum Wrocławia pokazał transfer „w dół” z prędkością 168 Mbps – to znacznie więcej, niż moje domowe łącze. Nie sądzę, abym poczuł jakąkolwiek różnicę po przejściu na prawdziwe 5G. Ale jakby co, to razem z Samsungiem jesteśmy gotowi.

Pomiar wydajności procesorów napędzających Samsunga S20 i OnePlusa 3 jest bezwzględny – surowe wyniki testów pokazują nawet czterokrotną przewagę Snapdragona 865 nad 820. W codziennym życiu widać to rzadko. Sporadycznie spostrzegam, że tam, gdzie przy wyświetlaniu jakiejś skomplikowanej witryny OnePlus by przyciął, Samsung nie przycina. Wydaje się jednak, że krzywa wydajności mobilnych procesorów zaczęła się już wypłaszczać. Wkrótce nawet wydajność komórek z niższej półki powinna osiągnąć satysfakcjonujący poziom – tak, jak ma to obecnie miejsce w przypadku tanich komputerów.

Podsumowanie

Uważny czytelnik zauważył, że w powyższym opisie zabrakło miażdżącego zwycięstwa nowego urządzenia w choćby jednej tylko kategorii. Owszem – lepszy aparat, świetny ekran, fajny czytnik linii papilarnych i powiadomienia – ale bez jakiegoś fundamentalnego przełomu. Kluczowa korzyść leży bowiem gdzie indziej.

W poprzednim tekście napisałem, że jedną z największych zalet telefonów Apple jest bardzo długi czas wsparcia przez producenta – prawie wszystkie modele z ostatniej dekady otrzymywały nowe wersje systemu i aktualizacje bezpieczeństwa przez pięć lat. Dla porównania – wielu producentów słuchawek z Androidem zapewniało nowe wersje przez rok, dwa lub… wcale. Najgorzej tradycyjnie traktowane są urządzenia najtańsze, które często cały okres eksploatacji spędzają z oprogramowaniem zainstalowanym w procesie produkcji.

Lista telefonów z czteroletnimi aktualizacjami bezpieczeństwa jest imponująco długa

Wydaje się jednak, że i dla użytkowników Androida idą lepsze czasy. Miesiąc temu Samsung opublikował listę kilkudziesięciu urządzeń, które będą otrzymywały aktualizacje bezpieczeństwa przez cztery lata od premiery. Lista zaczyna się oczywiście od topowych modeli Fold, Galaxy S i Galaxy Note, ale schodzi w dół aż do Galaxy M11 (kosztującego dziś niecałe 500 zł). Miejmy nadzieję, że obietnice zostaną zrealizowane, bo wielu użytkowników ceni sobie bezpieczeństwo swych systemów i urządzeń.

Tak właśnie było u mnie – coraz bardziej uwierał mnie fakt, że OnePlus 3 odebrał swą ostatnią aktualizację w październiku 2019. Jakiś czas później zacząłem rozglądać się za nowym urządzeniem, ciśnienie rosło – aż do grudnia 2020, kiedy wreszcie znalazłem telefon spełniający wszystkie kryteria. Według zapowiedzi Samsunga, w roku 2022 mój Galaxy S20 FE zostanie zaktualizowany do Androida 13 zaś poprawki bezpieczeństwa będzie dostawał aż do końca roku 2024.

Brzmi jak dobry plan.


W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne. Jeśli z nich skorzystasz, dostanę niewielką prowizję od Twoich zakupów. W zamian będę cyklicznie publikował informacje o finansowej stronie bloga – z uwzględnieniem takich właśnie przychodów.



O autorze: zawodowy programista od 2003 roku, pasjonat bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijał systemy finansowe dla NBP, tworzył i weryfikował zabezpieczenia bankowych aplikacji mobilnych, brał udział w pracach nad grą Angry Birds i wyszukiwarką internetową Microsoft Bing.

20 odpowiedzi na “Wrażenia z przesiadki na nowy telefon z nowszym Androidem”

Największą wadę jaką odczułem po przesiadce na nowy telefon (kilka miesięcy temu, poprzedni miałem jeszcze z czasów androida 4.4) jest brak płatności zbliżeniowych po odblokowaniu bootloadera. Na starszych smartfonach można to było ukryć, ale nowe wykrywają to sprzętowo. To scoped storage to też niezły problem. Chciałem podmienić systemową aplikację budzika na tę z LineageOS (brakowało mi funkcji wyłączenia alarmu potrząśnięciem telefonu), po długim poszukiwaniu rozwiązania udało mi się znaleźć moduł magisk, który może przenosić aplikacje na partycję systemową. Reasumując, widać że Google w nowych wersjach androida coraz bardziej utrudnia właścicielom modyfikacje swojego urządzenia, kiedyś było to zdecydowanie łatwiejsze. Nie ma jednak co narzekać, użytkownicy iphone’a nie mogą zrobić praktycznie nic.

Mam odblokowany bootloader w Pixelu 3a i płatności zbliżeniowe mi działają. Za to nie działa mi Netflix

Z tym długim wsparciem Samsunga to nie jest takie 1:1 do tego co oferuje Apple. Zwróć uwagę, że mowa jest o aktualizacjach bezpieczeństwa(dobre i to) a nie stricte nowych wersjach androida. Mimo wszystko takie smaczki jak kontrola użycia kamery/mikrofonu są przydatne.

To się różni w zależności od modeli – S20 FE ma obiecane trzy nowe wersje Androida (11 już, będzie 12 i 13) a potem dopełnienie do czterech lat aktualizacjami bezpieczeństwa. Nadal mniej i nadal krócej, ale i tak o wiele lepiej, niż było.

Takie długie wsparcie to zasługa projektu Treble. Jeszcze trochę go udoskonalą i nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś można było telefon przez 10 lat aktualizować (tak jak dzisiaj można komputery PC).

„Android 10 nie miał żadnej znaczącej nowości ”

Wg mnie ma jedną przede wszystkim, ważną dla mnie: można udzielić zgody na dostęp do lokalizacji „tylko podczas używania aplikacji”, zamiast „zawsze” lub „nigdy”.

Jak wiesz, co wyłączać, to da się. Należy tylko pamiętać, że można w ten sposób upośledzić przypadkowo jakąś funkcję telefonu (raczej nie trwale, lecz do czasu włączenia pakietu), dlatego nie linkuję do żadnych poradników tego typu.

Ja ostatnio też zmieniłem, ale nieco przewrotnie, bo z S10e (gdzie miałem dosyć exynosa i słabej baterii) na… M51. Ogromny telefon, ale ma równie ogromną baterię. Co ciekawe, spodziewałem się, że może działać średnio, ale nic z tych rzeczy. Typowe codzienne czynności tj. web, mail, kalendarz, zadania, jakieś typowe appki zakupowe to wszystko fruwa. Jest już Android 11 i najnowsze One UI, jest dobre wsparcie operatorów (VoLTE oraz WiFi calling), więc trudno narzekać. Ok, aparat na pewno słabszy, ale że sprzedałem używany telefon, kupiłem nowy i byłem jeszcze 200 zł do przodu to mu to wybaczę.

Dlaczego o tym wspominam? Bo jeszcze 2-3 lata temu średnia/niższa półka na Androidzie nie tylko nie miała wsparcia, ale i działała fatalnie. Teraz mamy tak mocne SoC i tyle RAM się pakuje, że nawet telefony za 700-800 zł działają bardzo sprawnie. Jak się popatrzy na ceny wyższych przebijające 3, 4, 5 tysięcy to moje skąpstwo mówi: zamiast kupować raz flagowy raz na dwa lata, lepiej co roku średniopółkowy. Nowości dostają względnie najwięcej (we flagowych to drobnostki, bo i tak wszystko jest), a jednak nowy z nową baterią to nowy.

Polecam Ci bardzo zrezygnowanie z przycisków pod ekranem na rzecz gestów. Na początku jest ciężko, ale potem to świetne rozwiązanie

Pewnie tak, ale jak prowadzisz auto a ktoś ma wziąć twój telefon i uruchomić mapy, to efekt będzie jak przy wychodzeniu z vi

Trochę tak, ale wystarczy wcześniej pokazać raz czy dwa i ogarnie. Moja żona była na nie dopóki nie włączyłem jej do testów. Drugiego dnia była zachwycona.

Widzisz, a ja odwrotnie. Gesty denerwują mnie niesamowicie, nie chcę suwać palcem, wolę tapnąć przycisk. BTW strasznie brakuje mi fizycznego przycisku w dzisiejszych modelach.

Dzisiaj na służbowego a71 wpadła mi aktualizacja do Androida 11 z one ui 3.1 i o ile Samsunga nie brałem pod uwagę jeśli chodzi o nowy telefon (a mam w planach zmieniać w kwietniu bo służbowy oddaje) to teraz poważnie będę się zastanawiał nad s20fe/s21 (o ile do końca miesiąca nie trafię na żadne irytujące błędy).

One Plus nie ma odblokowanego boot loadera? Tam chyba z łatwością można sobie samemu wgrać nowy system.

Piszesz że nie korzystasz z obsługi jedną ręką, ale masz na myśli to co w systemie, czy zewnętrzną apkę Samsunga One Hand Operation (albo podobnie :)?.
Bo dla mnie na Notce jest to absolutny killer feature – mam stosunkowo krótkie palce, a apka pozwala mi na wyłączenie telefonu gestem bez sięgania do fizycznego przycisku (do którego sięgam z trudem i ryzykuję że mi fon wypadnie z ręki). Drugi umiłowany przeze mnie gest to „Wstecz” ruchem kciuka od bocznej krawędzi ekranu – dużo wygodniejsze niż myzianie na spodzie telefonu. Gesty oczywiście można samemu ustawiać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *